Aktualności

BiegamBoLubię: wakacyjny wycisk

Mimo sielskiej, urlopowej atmosfery w większości miejscowości uczestnicy akcji trenowali naprawdę solidnie. Zaglądamy tam, gdzie o taryfie ulgowej nie było mowy. Czas na cotygodniowy przegląd wydarzeń na stadionach. Zaczynamy od pięknego Torunia. Tam nie zawodzi zarówno frekwencja jak również zaangażowanie zawodników. Trenerki Andżelika Dzięgiel i Agnieszka Wiligalska przygotowały dla uczestników siłowy obwód stacyjny. – Po 15-sto minutowym truchcie i rozciąganiu, na BBL-owiczów czekało do wykonania 8 stacji wzmacniających m.in. mięśnie brzucha, grzbietu i nóg. Nie zabrakło podskoków na skakance, pajacyków, pompek, brzuchów i grzbietów. – relacjonowały nam prowadzące. Trzeba przyznać, że była to naprawdę porządna dawka ćwiczeń. Z jesiennymi myślami Z Torunia przenosimy się do Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie ćwiczono tzw. wytrzymałość tempową na odcinkach 150-metrowych. – Z pewnością każdy znalazł odpowiednie tempo oraz przerwy wypoczynkowe, ponieważ zarówno pierwszy jak i drugi czynnik determinowało tętno każdego z uczestników naszych zajęć. W związku z tym, iż mamy okres wakacyjny i niektórzy są już po pierwszych urlopowych wyjazdach padły deklaracje związane z rozpoczęciem przygotowań do jesiennych startów – napisał nam Sebastian Wierzbicki. Nie pozostaje nam nic innego jak życzyć udanych przygotować i rekordów życiowych w drugiej części sezonu. Zamiast nożnej, lekarska Ostatnio wielu biegaczy żyło piłkarskimi emocjami związanymi z rozgrywanym u naszych sąsiadów mundialem. Trener akcji BBL w Słupsku postanowili nawiązać do tematu. Trzeba przyznać, że udało im się to znakomicie. – W Rosji króluje piłka nożna, a w Słupsku piłka lekarska. Praktycznie oprócz truchtu i rytmów na koniec przez całe zajęcia towarzyszyła nam piłka lekarska. Zaczynając od gibkości, wzmacniania mięśni brzucha i grzbietu po wieloboje rzutowe. Pewnie większość uczestników będzie czuła zajęcia przez następne kilka dni – relacjonował nie kto inny, jak Tomasz Czubak, aktualny rekordzistka Polski w biegu na 400 metrów. Szkoleniowiec potrafił się zmęczyć, jako zawodnik, ale jak widać potrafi również zmęczyć innych, jako trener. W Brzegu dobijamy do brzegu naszej relacji. Tam królowały kilometrowe interwały. Uczestnicy mieli do przebiegnięcia 1000 metrów w żwawym (dostosowanym do możliwości) tempie, a potem następowało 1000 metrów regeneracyjnego truchtu. Biegacze zaawansowani mieli do wykonania 5 serii, a początkujący 3 serie. Nad wszystkim czuwał trener Ryszard Dzwonek. Jesteśmy pod wrażeniem waszej frekwencji i zaangażowania podczas wakacyjnych zajęć. Trzymajcie formę, oby tak dalej!

BiegamBoLubię: wakacyjny wycisk

BiegamBoLubię: w wakacyjnej atmosferze

Pierwszy tydzień lipca przyniósł nie tylko upragnione wakacje, ale także upały. Uczestnicy zajęć świetnie sobie z tym poradzili. Treningi były ciekawe i różnorodne. Sprawdźmy, co słychać na polskich stadionach lekkoatletycznych. Czas na cotygodniową przebieżkę po kraju. Fot. Maciej Rębiś, lok. Kozienice Wszędzie ciekawie, ale w… Mikołowie najciekawiej? Zostawiamy to waszej ocenie, ale bez wątpienia trening został tam przeprowadzony w bardzo niecodziennej formule. Biegacze mieli okazję poczuć się jak wicemistrz olimpijski w biathlonie, Tomasz Sikora. Jak to możliwe? – Grupa została podzielona na dwie 10 osobowe ekipy. Jedna wykonywała spokojny trucht 6 min. natomiast druga grupka w tym czasie bawiła się w letni biathlon. Zabawy było, co nie miara. Jeśli nie trafiłeś do celu – miałeś rundę dodatkową. Następnie przeszliśmy do ćwiczeń koordynacyjnych na odcinku 50 m. Część główna to drabinka zaczynając od 100 m. aż do 400 m. i z powrotem. Łącznie 6 – 7 km – takie rzeczy tylko ma BiegamBoLubię, u trenera Piotra Wajdy. W Ostrołęce czuć, że urlopy idą wielkimi krokami, bowiem na treningu zaserwowano tzw. „zestaw plażowicza”. Biegacze swoje mięśnie formowali pod czujnymi oczami Dariusza Dąbrowskiego i Klaudii Baczewskiej. – Ćwiczenia siłowe na ręce, brzuch i grzbiet były tematem zajęć. Wykonywaliśmy różne ćwiczenia po 40 sekund: pompki ( męskie na zmianę z trybem damskim), brzuchy z uniesionymi nogami oraz grzbiety (wyglądaliśmy jak ryby na mieliźnie). Po kilkunastu minutach śmiechu i jęków poszliśmy w tzw. długą. A właściwie koło  1 kilometr ( 2.5 okrążenia) biegliśmy w pierwszym zakresie, a kolejny kilometr – w drugim. W tłumaczeniu na język polski – 1 km wolno, drugi szybko – relacjonowali ze szczyptą dobrego humoru trenerzy. Przegląd wakacyjnego tygodnia kończymy tym razem w Staszowie. Pierwszy raz zaglądamy do tej miejscowości w województwie Świętokrzyskim. Tam mimo letnich wczasów jeszcze ostatni egzamin, a raczej test Coopera czekał na adeptów biegania. Próba polega na pokonaniu możliwie największego dystansu w czasie 12 minut. Metą jest w tym przypadku koniec czasu. W ten sposób można łatwo określić aktualny poziom zaawansowania biegacza. – Jak na swoje wytrenowanie lub możliwości, wszyscy poradzili sobie bardzo dobrze. Po teście było jeszcze schłodzenie w truchcie i rozciąganie. Na dzisiejszych zajęciach była dość liczna gromadka dzieci, co nas bardzo cieszy – napisał nam prowadzący grupę trener Arkadiusz Nemś Nas również niezmiernie cieszy, że mimo iż wielu z was wzięło sobie wolne w pracy, że skończyliście zajęcia w szkołach i na uczelniach, to od treningów BiegamBoLubię wolnego nie potrzebujecie i licznie stawiacie się na treningach. Do zobaczenia za tydzień!

BiegamBoLubię: w wakacyjnej atmosferze

BiegamBoLubię: treningowy miszmasz

Za nami pierwszy wakacyjny tydzień treningowy. Leniuchowaliście czy ćwiczyliście razem z nami? Sprawdzamy, co działo się na stadionach. Nudno nie było! Do biegu, gotowi… Startujemy w Opolu, gdzie trening prowadził Rafał Dudek. Na zajęciach tematem przewodnim było praktycznie wszystko, biegacze zostali sprawdzeni pod każdym względem. Piękna sprawa! – Trening rozpoczęliśmy rozbieganiem. Po nim wykonaliśmy ćwiczenia rozgrzewkowe i gimnastyczne, a następnie ćwiczenia na płotkach. Potem kilka przebieżek ze zwróceniem uwagi na technikę biegu a na koniec zestaw ćwiczeń stabilizacyjnych na mięśnie brzucha, tylnych części mięśni ud, pośladków. Końcówka treningu dała się we znaki ale koniec końców, wszyscy byli zadowoleni – relacjonuje trener Rozpędzamy się w Mikołowie. Tam za zajęciach zawsze jest wesoło, ale wakacyjny czas udzielił się uczestnikom szczególnie i postanowili się pobawić jak dzieci! Podobnie jak w poprzednim tygodniu królowały gry i zabawy. Pozytywną energię czuć jeszcze w nadesłanej relacji od Aleksandry Wajdy i Anny Bonk. – Wakacje przywitaliśmy w iście zabawowym rytmie. Pozostaliśmy przy wyzwalaniu endorfin wśród naszych biegaczy. Po raz kolejny gry i zabawy pokazały, że niezależnie od wieku, można dobrze się bawić. Inicjator ruchu, wyścigi rzędów – zawsze na czasie !! Dziękujemy bardzo za wspólny trening – a my mamy nadzieję, że na kolejnych będzie równie wspaniale i zachęcamy, abyście odwiedzali stadion w Mikołowie przez całe lato! Finiszować w naszym pierwszym wakacyjnym tygodniu będziemy w miejscowości Lidzbark Warmiński. Tam również było nieco zabawy, ze szczyptą ćwiczeń stabilizacyjnych oraz relaksu dla… stóp. – Piękny wieczór. Idealna pogoda. Po rozgrzewce ogólnorozwojowej przeprowadziliśmy zabawy w berka i budowanie muru, czyli tzw. berek murarz. Następnie przeszliśmy do ćwiczeń w parach, stabilizacji kręgosłupa. W drugiej części zajęć, był marszobieg ze stopniowym zwiększaniem dystansu biegu, po 100 metrów aż do 800. Na koniec wspólne skoki w dal z miejsca do piasku oraz trucht na boso – donosi nam Marek Olszewski. To był bardzo przyjemny tydzień i chyba w żadnej z naszych lokalizacji nie mogliście narzekać na nudę i monotonię. Było i bieganie, i zabawy, i ćwiczenia, i technika, i czas na odrobinę relaksu, potrzebnego przecież każdemu z nas. Czasem należy na chwilę zwolnić, aby znów móc przyspieszyć. Miłych wakacji! Do zobaczenia za tydzień!

BiegamBoLubię: treningowy miszmasz

Informacje

Ćwicz gdziekolwiek chcesz z vívosport – inteligentnym monitorem aktywności z GPS od Garmin

W sprzedaży dostępny jest już vívosport™ – inteligentny monitor aktywności z całodobowym, nadgarstkowym pomiarem tętna Elevate™ i wbudowanym GPS-em, umożliwiający dokładne monitorowanie każdego spaceru, biegu czy przejażdżki rowerowej. Dzięki kolorowemu, dotykowemu i zawsze widocznemu ekranowi Garmin Chroma™ oraz nowym wbudowanym aplikacjom przeznaczonym do różnorodnych form aktywności fizycznej – od treningu siłowego, przez jazdę na rowerze po trening kardio – vívosport doskonale sprawdza się zarówno w trakcie ćwiczeń w zamkniętych pomieszczeniach, jak i na świeżym powietrzu. Inteligentne powiadomienia pozwalają na pozostanie w kontakcie podczas ćwiczeń, a narzędzia monitorujące poziom kondycji fizycznej i dobrego samopoczucia dostarczają wartościowych informacji, takich jak wiek sprawnościowy czy poziom stresu. Ten niezwykle smukły monitor, który można bez obaw nosić także w trakcie pływania i kąpieli, wyposażony jest w baterię zapewniającą działanie do 7 dni w trybie smartwatch i do 8 godzin w trybie GPS. Dzięki temu jest idealny dla osób żyjących w ciągłym ruchu. „Zdajemy sobie sprawę, że klienci wolą lekkie opaski do ćwiczeń, a jednocześnie nie chcą rezygnować z funkcji, które są dostępne w zegarkach typu smartwatch” – mówi Jakub Szałamacha, Marketing Manager Garmin Polska – „Wybierając vívosport, użytkownik otrzymuje kombinację najlepszych cech inteligentnego monitora aktywności i sportowego zegarka, zamkniętą w niezwykle płaskiej i smukłej obudowie”. Monitoruj kondycję i trenuj gdzie chcesz W vívosport znajdziemy przydatne narzędzia monitorujące kondycję fizyczną, jak np. pułap tlenowy i wiek sprawnościowy, które dostarczają użytkownikom wartościowych danych na temat zmian poziomu sprawności fizycznej. Zwiększona aktywność – np. żwawe spacery z psem lub trening biegowy – pozwolą z czasem poprawić te wartości. Dzięki pomiarom HRV (zmienność rytmu serca) vívosport umożliwia również monitorowanie poziomu stresu w ciągu dnia. Możliwość podglądu bieżącego poziomu stresu na nadgarstku oraz jego rozkładu w dłuższej perspektywie czasowej w aplikacji Garmin Connect™ pozwala klientom zidentyfikować schematy i rozważyć wprowadzenie zmian w stylu życia, które pozwolą uniknąć stresowych sytuacji lub lepiej sobie w nich radzić. Stoper relaksacyjnej metody oddechu Four-Fold Breath pomaga użytkownikom zniwelować stres i odpocząć. Wbudowane aplikacje, przeznaczone do spacerowania, biegu, jazdy na rowerze, treningu tlenowego i siłowego, czynią z vívosport idealny gadżet do joggingu po okolicy, intensywnego treningu interwałowego (HIIT) czy liczenia powtórzeń i serii na siłowni. Dzięki Garmin Move IQ™ vívosport automatycznie klasyfikuje różne ćwiczenia, co sprawia, że analiza treningu staje się jeszcze prostsza. Pozostań w kontakcie – w każdym miejscu, o każdej porze Nie pozwól, aby Twoi najbliżsi martwili się o Ciebie w trakcie treningu na zewnątrz. Funkcja LiveTrack4 będzie gromadzić informacje o aktywności i aktualnej lokalizacji w czasie rzeczywistym. Wybrane osoby otrzymają na adres e-mail, Facebooka lub Twittera wiadomość z linkiem do strony, na której znajdują się informacje o położeniu połączonego urządzenia vívosport. Vívosport to jedyna opaska do ćwiczeń wyposażona w funkcję LiveTrack. Bądź na bieżąco również w trakcie treningu i odbieraj alerty wibracyjne dotyczące wiadomości e-mail, SMS-ów, połączeń, przypomnień z kalendarza, powiadomień z aplikacji i mediów społecznościowych oraz wiele innych z powiązanego smartfona4. Za pomocą vívosport użytkownicy będą mogli również ustawić muzykę na smartfonie, wysłać alarm w celu zlokalizowania zgubionego telefonu, a także sterować kamerą Garmin VIRB® (sprzedawaną oddzielnie). W ciągu dnia vívosport będzie automatycznie synchronizować się z aplikacją mobilną Garmin Connect w celu zapisywania statystyk i zapewnienia łatwego dostępu do tych danych. W internetowej społeczności Garmin Connect użytkownicy mogą zobaczyć swoje treningi, ćwiczenia siłowe, poziomy stresu i cykle snu przedstawione w formie szczegółowych wykresów. Wyświetl swoje treningi na powietrzu na szczegółowej mapie, rywalizuj w cotygodniowych wyzwaniach i połącz się z innymi entuzjastami fitnessu – wszystko to z kompatybilnego smartfona lub komputera.   Vívosport, niezastąpiony towarzysz treningów w pomieszczeniach i na zewnątrz, wyposażony jest w czytelny w pełnym słońcu, niewygaszający się kolorowy ekran dotykowy Garmin Chroma oraz niezwykle cienką, sportową opaskę, dostępną w kolorach czarnym/szarym (mały/średni i duży), czarny/fuksja (tylko mały/średni) i czarny/limonkowy (tylko duży). Sugerowana cena detaliczna vívosport wynosi 199,99 USD. Więcej informacji można znaleźć na stronie Garmin.com/vivo. Dynamicznie rozwijający się segment fitness firmy Garmin opracowuje technologie wspomagające i promujące zdrowy, aktywny tryb życia. Niezależnie kim jesteś: biegaczem, kolarzem, pływakiem, triathlonistą, czy po prostu chcesz pozostawać aktywną osobą – Garmin ma w ofercie produkty, które pomogą osiągnąć sportowe i zdrowotne cele. Firma Garmin od lat jest pionierem technologii GPS, urządzeń bezprzewodowych i aplikacji przeznaczonych dla osób prowadzących aktywny tryb życia. Produkty Garmin znajdują zastosowanie w transporcie drogowym, wielu dyscyplinach sportowych, w sektorze marine, lotnictwie, aktywnościach outdoorowych i segmencie fitness.

Ćwicz gdziekolwiek chcesz z vívosport – inteligentnym monitorem aktywności z GPS od Garmin

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

Inny niż wszystkie, dziwny, zabawny, trochę śmieszny – takie myśli mieliśmy, kiedy pierwszy raz zetknęliśmy się z tym butem. Nie pozostawało nic innego jak założyć je na nogi i ruszyć na testowe kilometry. Co z tego wyszło? Na początek trochę suchych faktów a potem subiektywnych odczuć. Trzeba przyznać, że Altra to ciekawa alternatywa na polskim rynku biegowym. Pochodząca z Utah w USA firma połączyła dwie filozofie – minimalistyczną i maksymalistyczną. Z jednej strony w Torin 3.0 znajdziecie mnóstwo amortyzacji, miękkości pod stopą na twardym bruku, z drugiej strony… zerowy drop. But wygląda masywnie – kawał słoniny pod stopą a waga średniej wielkości męskiego buta to 249 gramów, kobiecego niecałe 200 gramów. Lżejsze potrafią być tylko startówki lub kolce – to naprawdę solidny wynik. Są niezwykle szerokie, człowiek ma wrażenie, że projektowano je dla kaczuszki. Mamy znacznie więcej miejsca na palce niż w jakichkolwiek innym obuwiu. Zamiast schodzić, się do czubków, te buty rozchodzą się na boki dając możliwość rozszerzenia placów w bucie i grzebnięcia nimi. To właśnie charakteryzuję tę firmę – szerokość buta. Jeżeli w nich zaczną Was uwierać palce i schodzić paznokcie to czekają was już chyba wyłącznie klapki… Czas na wrażenia po krótszych, dłuższych, asfaltowych i leśnych przebieżkach. Ola Niwińska – wicemistrzyni świata w biegu 24-godzinnym, fizjoterapeutka, trenerka akcji BBL: do tej pory zawsze potrzebowałam przynajmniej miesiąca, aby „wyklepać” buty i nie odczuwać żadnej bolesności. Z uwagi na to, że jedną stopę mam bardziej pronującą a drugą bardziej neutralną, dolegliwości były związane z tym, że but nieco wżynał się w łuk stopy, która jest bardziej koślawa. Tutaj po raz pierwszy tego problemu nie było. W bucie jest dużo miejsca i stopa może pozostać taką jaką jest. Są bardzo miękkie i lekkie. Kiedy pierwszy raz je założyłam, miałam wrażenie, że lecę na pięty, byłam bowiem przyzwyczajona do większego dropu. W większości butów pianki i systemów jest zdecydowanie więcej w okolicach pięty, dlatego na początku było dziwnie stanąć w nich na nogach. Podczas biegu tego wrażenia już nie ma, bardzo miękkie śródstopie sprawia, że przyjemnie się na nim ląduje. But przez swoją budowę wymusza niejako aktywniejszą pracę stopą, nie będziemy w nim tak ochoczo i ciężko lądować na pięcie, tylko zaczniemy bardziej naturalnie przepychać się szybciej w stronę palców. Gdy się biegnie, jest bardzo stabilnie, bowiem tak szeroka podeszwa sprawia, że niemal niemożliwym byłoby stawianie stopy na zewnętrzną część lub na wewnętrzną. To taka biegowa płetwa o pierzastej wadze.  Jedyny mankament tych butów to zbyt krótkie sznurówki, jeśli ktoś nie wiąże butów mocno i ich nie ściągnie, to ledwie ich starcza. Maciej Żukiewicz – polubiłem się z tymi butami, choć trzeba przyznać, że mam doświadczenie, bowiem przez wiele lat biegałem w kolcach lekkoatletycznych, które mają nawet wyżej palce niż piętę i zamiast pianki mają plastik (sprinterskie). Tutaj luksus w postaci bardzo grubej pianki sprawił, że stosunkowo dynamiczny but sprawdziłby się bez problemu w asfaltowym ultra. Mam mocno supinującą stopę – w niemal każdych butach lądowałem na jej zewnętrznej części i zawsze biegałem we wkładkach, jednak dzięki szerokości Torin 3.0 stopa ląduje bardziej naturalnie. Informacja jest potwierdzona, po obserwacjach biegających za moimi plecami. Biega się przyjemnie zarówno na prędkościach 6:00 min/km jak i poniżej 4:00 min/km, jednak nie jest to but dla leniwych. Nie oddaje tak mocno energii z pięty, po prostu trzeba się efektywnie odbijać. Na początku z pewnością jest to wadą, jednak gdy wejdzie nam to w nawyk a te buty to wymuszą, zaczniemy „biegać bardziej”, lepiej wykorzystywać stopę podczas biegu. Co za tym idzie będziemy mniej męczyć mięśnie ud. Ekonomika przemieszania się powinna na tym znacznie zyskać. Na przodostopiu jest tyle miejsce, że spokojnie, zmieściłby się tam jeszcze  jeden palec. Dodatkowo przód buta jest wzmocniony, przekonałem się o tym uderzając czubem o korzeń na szlaku w Kampinoskim Parku Narodowym i zabezpieczenie zdało egzamin. Przewiewności buta w tych warunkach sprawdzić nie sposób, trzeba by było poczekać przynajmniej do maja. W tych warunkach spisuje się bardzo dobrze. Podsumowując Torin to ukłon w stronę naturalnego, ładnego biegu, bez mnóstwa systemów i stabilizacji przy tym daje poczucie, że w miejskiej dżungli biegnie się jak po perskim dywanie. Nie wszyscy się w nim odnajdą, jednak osoby, które oczekują więcej swobody, którym puchną stopy, których coś do tej pory uwierało, gniotło lub nie znaleźli czegoś z bardzo dużą amortyzacją a jednocześnie nie tracącego zbytnio z dynamiki – powinny tego buta spróbować.  Buty do kupienia w sklepie TriCentre   

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

Recenzje i testy produktów są zazwyczaj poprzedzone kilkoma dniami użytkowania. Trudno o w miarę obiektywną opinię, jeśli sprawdza się coś „na szybko”. Postanowiliśmy, zatem zabrać kosmetyki na prawdziwy poligon doświadczalny, w warunki, w których zapewne nie sprawdzał ich sam producent. Co z tego wyszło? Setki kilometrów biegania, tysiące metrów przewyższenia, dziesiątki stopni amplitudy temperatur, góry, doliny, słońce, wiatry, woda – można by rzec, że taka praca. Wspólnie z wicemistrzynią świata w biegu 24-godzinnym Aleksandrą Niwińską najpierw wybraliśmy się na wysokogórski obóz w Tatrach. Pierwszy tydzień sierpnia okazał się upalny, na odsłoniętych szczytach mocno operowało słońce. Zrobiliśmy łącznie około 140 kilometrów, na każdej wycieczce korzystaliśmy z kremu z filtrem 30 od BeBrave. Warstwa ochronna utrzymywała się bardzo długo, mimo chłodzenia i polewania się wodą. Nie było żadnych oparzeń, jedynie zdrowa, brązowa opalenizna. Zazwyczaj nie stosuje żadnych kremów do twarzy i trenując latem skóra często się złuszcza. Postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie wystarczy maznąć się po policzkach i nastąpi jakaś znacząca zmiana. O dziwo nastąpiła, choć podchodziłem bardzo sceptycznie. Ola używała do tej pory zwykłych kremów, nieskierowanych do biegaczy. Po bieganiu stosowała krem nawilżający, regenerujący i rozświetlający a nieregularnie także koncentrat wygładzająco-nawilżający. Przez setki godzin spędzonych na dworze i tysiące wybieganych kilometrów oraz hektolitry potu, często miewała krostki, które praktycznie zniknęły. Po cięższych treningach stosowaliśmy także żel chłodząco-regenerujący, który wmasowywaliśmy w zmęczone mięśnie nóg. Lekki chłód przypominał nieco działanie tajskiej maści – przyjemne odprężenie. Codzienne treningi i Tatry to jednak było zbyt mało, aby wystawić przekonującą, pozytywną opinię, bowiem jest z pewnością wiele kosmetyków w podobnym przedziale cenowym, które spisałyby się podobnie w takich warunkach. Dlatego postanowiliśmy zabrać produkty na nasz ekstremalny wyjazd na Dziki Zachód. Przez 2 tygodnie biegaliśmy po amerykańskich Parkach Narodowych w niewyobrażalnych wręcz upałach a także na dużych wysokościach. Słońce było wszechobecne a dni niezwykle długie i ciężkie. Rano wyjeżdżaliśmy z motelu do kolejnego parku, tam kilkugodzinna marszobiegowa wycieczka w pełnym słońcu oraz późno popołudniowa obiadokolacja, prysznic i sen. I tak 14 razy. 40-45 stopniowy upał stał się już normalnością, przy 26-28 stopniach chodziliśmy w bluzie. Trudno to sobie wyobrazić, jeśli nie przeżyje się tego na własnej skórze, ale nasza skóra naprawdę to przeżyła. Pył, piach, kurz, czerwona ziemia, rozgrzany do piekielnej temperatury asfalt, śnieg i kamienie – było wszystko po prostu. Stosowaliśmy filtr UV 50-tkę. Był jak średniowieczna zbroja – chronił skutecznie, żadnych podrażnień, żadnych poparzeń, żadnej wysypki. Kremy pielęgnacyjne sprawiły, że po naszych twarzach nie było widać, przez jakie piekło przeszliśmy. Ostateczną próbą, dla BeBrave była Dolina Śmierci. To tam testuje się prototypy aut przed dopuszczeniem do sprzedaży. Jeżdżą foliowane po najgorętszym miejscu na ziemi w górę i w dół. Jeśli wytrzymają to ekstremum to nie zawiodą użytkowników, bo niby gdzie może być gorzej? Dolina Śmierci to najbardziej niegościnne miejsce świata – w powietrzu unosi się niepokój, życie umiera. Żar jest bezlitosny. Postanowiliśmy wybrać się na przebieżkę po rozgrzanym do 70 stopni asfalcie. Wystartowaliśmy w najniżej położonym miejscu -86 m.p.p.m. i jednocześnie najgorętszym. Ponad 56 stopni w cieniu – to najwyższa temperatura, jaką tam zanotowano. My pod koniec sierpnia mieliśmy 52,2 stopnia (0,8 do rekordu wszech czasów w sierpniu), było potwornie. 8-kilometrowy bieg bez nieustannego wsparcia auta za to z nieustająco towarzyszącym lękiem przed utratą przytomności. W tak silnym słońcu i przy tak wysuszającym wietrze spierzchły mi wyłącznie wargi, bowiem ich nie posmarowałem – reszta przetrwała w świetnej kondycji. Po takich przejściach i po tak ekstremalnych testach, możemy oboje jasno stwierdzić, że jakość produktów znacznie przewyższa ich cenę. Żeby wystawić szóstkę, musiałyby same biegać, ale 5+ zdecydowanie możemy tym kosmetykom wystawić. Zobaczymy czy zimowy krem na niskie temperatury oraz wilgoć będzie równie skuteczny, ale jeśli jego, jakość jest podobna do kremów i filtrów to chyba czas na obóz na Syberii. Autor: Aleksandra Niwińska i Maciej Żukiewicz – trenerzy bbl Ożarów Mazowiecki Więcej o marce BeBrave znajdziecie TUTAJ

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

PolecamyBoLubimy

PolecamyBoLubimy

Zapisz się do naszego newslettera aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami.
Zapisz się
close-image
Top