Aktualności

BiegamBoLubię: uparci biegacze

Różne odsłony miała zeszłotygodniowa pogoda, różne twarze miały także zeszłotygodniowe zajęcia, jednak w końcowym efekcie na wszystkich pojawiły się uśmiechy. Zapraszamy na biegową wycieczkę po Polsce, z przystankami w wybranych miejscowościach treningowych BiegamBoLubię. Jak wakacje to plaża, a jak plaża to trening na piasku. W Brzegu trener Ryszard Dzwonek w sposób niekonwencjonalny postanowił wykorzystać piach. – Skorzystaliśmy z boiska do sportów plażowych i pobiegaliśmy trochę po piasku, wzmacniając nieco siłę. Na koniec był jeszcze półgodzinny, swobodny bieg ciągły po parku – przyznacie, że miłe, wakacyjne urozmaicenie? Z pewnością jak to mawiają lekkoatletci “weszło w nogi”. W grupie raźniej Pochodzimy z różnych miejsc, pałamy się w życiu różnymi rzeczami, mamy różne poglądy na wiele sprawy, ale wysiłek fizyczny w biegowej formie niezwykle łączy. Doskonałym przykładem tego są właśnie treningi BBL. Nie ma to jak “sponiewierać” się wspólnie z innymi. – Na  zajęciach pod hasłem w “grupie raźniej”  cały  trening został  przeprowadzony tak,  aby uczestnicy mogli się poznać  i zintegrować. Już początkowa  rozgrzewka wykonywana była w parach,  następnie część główna.  A tam odcinki kilometrowe bieganie oczywiście z podziałem na grupy.  Każda ekipa w wyznaczonym wcześniej tempie.  Uśmiech na twarzy pojawiał się u każdego z naszych biegaczy. To bardzo cenne! – tak było w Mikołowie u Anny Bonk. Z uporem maniaka Kolejnym miejscem na naszej mapie będą Wydminy. Tam mieszkają wyjątkowo uparci biegacze, ale jest to również cecha ich szkoleniowców. Czym się to objawia u Beaty i Bartka Osiorów? – Uparliśmy się na wakacyjną sprawność ogólną i konsekwentnie trwamy w swoim postanowieniu. Czy podoba się to naszym uczestnikom, czy nie 😉 Tym razem niskie płotki, a na nich boczne skipy – w Wydminach nie ma lipy – taki upór wyjdzie wszystkim na zdrowie. Na zakończenie zaglądamy do Ostrołęki. Nad Narwią po ostatnich upałach wreszcie trochę popadało. Jednak nie przeszkodziło to najtwardszym, aby pojawić się na zajęciach i podjąć treningowe wyzwanie. Jak to wyglądało w praktyce? – Olewamy deszcz! Oj taaaam! Co z tego , że lało! Latać trzeba. Garstka herosów przybyła na stadion umorusać sobie łydki. Wszyscy cel zrealizowali, bo trener skierował trening na trawę. Zrobiliśmy więc 1,7 km lżejszych i mocniejszych przebieżek. Każda miała 100 metrów długości – powroty w truchcie. Deszcz nam wcale nie przeszkadzał – był tak przyjemnie ciepły… Ahh. Lato trwaj, nogo nieś! – napisali nam Dariusz Dąbrowski i Klaudia Baczewska, których to ostatnie zdanie mogłoby być na wakacyjnej pocztówce jako piękna sentencja aktywnego wypoczyku.

BiegamBoLubię: uparci biegacze

BiegamBoLubię: biegacze lubią ciepło, komary lubią biegaczy

Ci co trenują przed południem, zmagają się z upałami, ci co mają zajęcia wieczorem… walczą z krwiopijcami. Receptą zarówno na jedno jak i na drugie jest – sprint. Zatem sprintem biegniemy przez stadiony, aby zobaczyć co słychać na treningach BBL. Wychodzimy z bloków startowych w Słupsku, gdzie trenerem jest wybitny specjalista od biegów sprinterskich, Tomasz Czubak. Wciąż aktualny rekordzista Polski w biegu na 400 metrów zaproponował swoim podopiecznym trening szybkości, bowiem jak to sam określił, sprinterzy lubią ciepło. – Upały nadal trwają, a trening trzeba zrobić. Była rozgrzewka z dużą ilością skipów, przyspieszeń i zmian rytmu. Były dłuższe przerwy, żeby wypocząć i nawodnić organizm – podsumował mistrz świata w sztafecie 4×400 metrów z 1999 roku. Mieszkańcy Ożarowa Mazowieckiego za przeciwnika na swoich ostatnich treningach nie mają ani słońca, ani deszczu, ani burz. Zajęcia odbywają się wieczorem, a chmury zazwyczaj „przechodzą bokiem” w kierunku Warszawy. Biegacze nie mają jednak łatwo, bowiem o 20:00 zaczyna się godzina komara. – Walka z komarami . To nasz główny przeciwnik wieczornych treningów. Nie pozwalają na żadne przerwy w marszu, na żadne rozciąganie po treningu. Jest jeden plus takiego stanu rzecz – nie ma miejsca na lenistwo, trzeba ciągle i biegać, bowiem każdy przystanek kończy się kilkudziesięcioma ukąszeniami. Trzeba przyznać, że jest to skuteczny doping, aby pomiędzy odcinkami interwałowymi wykonywać przerwy w truchcie. Przeważnie zmęczonych uczestników kusi perspektywa przejścia do marszu, lecz insekty nie dają im wówczas spokoju – relacjonuje nam trener Maciej Żukiewicz. Zamiast bzyczących i nieustannie gryzących komarów, biegacze ze Zbąszynka zmagali się z prawdziwym żarem lejącym się z nieba. Insekty skryły się w krzakach, a biegający w cieniu. Jak wyglądały ich zajęcia? – Po kilku okrążeniach truchtu w ogromnym skwarze panującym na dworze udaliśmy się w zacienione miejsce na trawiastej murawie aby zająć się ćwiczeniami rozciągającymi. Dzięki rozgrzewce oraz panującej temperaturze ćwiczenia wykonywało się bardzo dobrze bowiem mięśnie i ścięgna były bardzo plastyczne. Na koniec 2 okrążenia delikatnego truchciku – mówił trener Damian Kolecki. Tak od Bałtyku aż po Karpaty BBL-owicze trenują w pocie czoła, ale też bawią się bieganiem i po prostu miło, w grupie spędzają wakacje. Tym, którzy wrócili już z urlopów przypominamy, że zajęcia trwają, a tym, którzy się wybierają proponujemy, żeby odwiedzili grupę BBL niedaleko miejscowości, w której wypoczywają. Zachęcamy i zapraszamy!

BiegamBoLubię: biegacze lubią ciepło, komary lubią biegaczy

Bieganie w upałach. Jak przetrwać ten czas?

Przez większą część roku w Polsce panują korzystne temperatury do treningu biegowego. Późną jesienią i zimą można wykonać solidną pracę tlenową, a wiosną oraz wczesną jesienią wystartować w kilkunastostopniowej temperaturze. Obecnie jednak panuje aura niebezpieczna dla zdrowia. Oto kilka wskazówek, które pomogą Wam w tym gorącym czasie. Na świecie istnieje wiele różnych ekstremalnych wyzwań. Są biegi po kanionach i pustyniach, po niegościnnych miejscach naszej planety należy, jednak pamiętać, że nie ma to nic wspólnego ze zdrowiem i niesie za sobą wiele niebezpieczeństw zagrażających życiu. Upał naprawdę może nawet zabić a już na pewno wyczerpać. Dlatego unikajcie słońca i starajcie się wybierać pory do treningu, kiedy nie ma go na horyzoncie. Treningi o świcie Mgła unosi się na polach, w lasach słychać pięknie ćwierkające ptaki a miasta są jeszcze wolne od gwaru i zgiełku. Brzmi wspaniale? To najchłodniejszy moment dnia, po całej nocy temperatura spadła do minimalnej, możliwej wartości, a słońce nie zdążyło jeszcze nagrzać powietrza. Może nie jest to najlepszy moment na wstawanie i fajnie byłoby dłużej pospać, jednak z każdą godziną będzie gorzej… Po przebudzeniu trzeba się napić, bo po całej nocy jest się odwodnionym. Szklanka wody z cytryną, pół banana i można ruszać na trasę. Większe śniadanie warto zjeść po treningu, ale nie powinno się też wychodzić tak realnie na czczo. Odrobinę węglowodanów i płynów nie wpłynie negatywnie na żołądek, ale uzupełni braki płynów i na trochę energii na pierwsze kilometry. Treningi o zmierzchu To druga z bezpiecznych opcji treningowych latem. Poczekaj aż zajdzie słońce lub przynajmniej poczekaj, aż będzie chylić się ku zachodowi. Zjedz, wypocznij, dobrze się nawodnij i dopiero wyjdź na trening. Powietrze nie będzie tak rześkie i przyjemne, ale temperatura będzie o kilka stopni niższa a słońce nie będzie palić ci skóry oraz zwiększać prawdopodobieństwa udaru. Jaki powinien być Twój trening? Latem nie potrzeba tak długich, ładujących treningów jak zimą. Gdy jest ciepło, łatwiej jest popracować nad szybkością. Pobiegać interwały, przebieżki, spróbować metody powtórzeniowej na krótkich odcinkach, większej szybkości i dłuższych przerwach wypoczynkowych (można je wykorzystać, aby się napić, zmoczyć głowę, wyregulować tętno). Bezpieczeństwo Wychodzenie na treningi w południe lub wczesnym popołudniem jest ekstremalnie niebezpieczne. Gdy w Polsce panuje temperatura w okolicach 30-32 stopni, to tak jakbyście ćwiczyli na pustyni przy temperaturze znacznie przekraczającej 40 stopni, bowiem panuje u nas duża wilgotność powietrza i odczuwalna temperatura jest wyższa niż ta na termometrze. Czasem jednak zdarzy się nam wystartować w zawodach, być na treningu lub po prostu przebywać dłużej na słońcu. Co wtedy? Człowiek bardzo się poci, ma ochotę wypić całe jezioro wody – to błąd! W czasie upalnych dni powinniśmy spożywać płyny z minerałami. Sama woda wbrew pozorom nas odwadnia, pozbawia nas sodu, który jest potrzebny do prawidłowej pracy serca, nerki przestają pracować i może dojść do tzw. hiponatremii, czyli przewodnienia. Warto (nawet, gdy nie ćwiczymy) dosypać do butelki wody szczyptę soli himalajskiej, lub nawet zwykłej. Oczywiście nie powinna być to łyżka stołowa, ale pół łyżeczki do herbaty na 1-1,5 litra wody. Płyny uchronią nas przed odwonieniem a potrzebny sód będzie uzupełniany, bowiem nieustannie ucieka wraz z potem. Kolejną ważną rzeczą jest mocny filtr przeciwsłoneczny minimum 30 a najlepiej 50 oraz nakrycie głowy chroniące także kark. Nieważne jak wyglądacie, ważne, że jesteście bezpieczniejsi. Udar cieplny to naprawdę nic przyjemnego. Dreszcze, ból całego ciała, wysoka gorączka, dygotanie, czasem nawet utrata przytomności i pobyt w szpitalu – tak może skończyć się dłuższy wysiłek bez zabezpieczenia w takich upałach. Słuchajcie organizmu. On wysyła sygnały i czasem nie warto zaciskać zębów, tylko przeczekać pogodę, skrócić trening lub zwolnić na zawodach.

Bieganie w upałach. Jak przetrwać ten czas?

Informacje

Ćwicz gdziekolwiek chcesz z vívosport – inteligentnym monitorem aktywności z GPS od Garmin

W sprzedaży dostępny jest już vívosport™ – inteligentny monitor aktywności z całodobowym, nadgarstkowym pomiarem tętna Elevate™ i wbudowanym GPS-em, umożliwiający dokładne monitorowanie każdego spaceru, biegu czy przejażdżki rowerowej. Dzięki kolorowemu, dotykowemu i zawsze widocznemu ekranowi Garmin Chroma™ oraz nowym wbudowanym aplikacjom przeznaczonym do różnorodnych form aktywności fizycznej – od treningu siłowego, przez jazdę na rowerze po trening kardio – vívosport doskonale sprawdza się zarówno w trakcie ćwiczeń w zamkniętych pomieszczeniach, jak i na świeżym powietrzu. Inteligentne powiadomienia pozwalają na pozostanie w kontakcie podczas ćwiczeń, a narzędzia monitorujące poziom kondycji fizycznej i dobrego samopoczucia dostarczają wartościowych informacji, takich jak wiek sprawnościowy czy poziom stresu. Ten niezwykle smukły monitor, który można bez obaw nosić także w trakcie pływania i kąpieli, wyposażony jest w baterię zapewniającą działanie do 7 dni w trybie smartwatch i do 8 godzin w trybie GPS. Dzięki temu jest idealny dla osób żyjących w ciągłym ruchu. „Zdajemy sobie sprawę, że klienci wolą lekkie opaski do ćwiczeń, a jednocześnie nie chcą rezygnować z funkcji, które są dostępne w zegarkach typu smartwatch” – mówi Jakub Szałamacha, Marketing Manager Garmin Polska – „Wybierając vívosport, użytkownik otrzymuje kombinację najlepszych cech inteligentnego monitora aktywności i sportowego zegarka, zamkniętą w niezwykle płaskiej i smukłej obudowie”. Monitoruj kondycję i trenuj gdzie chcesz W vívosport znajdziemy przydatne narzędzia monitorujące kondycję fizyczną, jak np. pułap tlenowy i wiek sprawnościowy, które dostarczają użytkownikom wartościowych danych na temat zmian poziomu sprawności fizycznej. Zwiększona aktywność – np. żwawe spacery z psem lub trening biegowy – pozwolą z czasem poprawić te wartości. Dzięki pomiarom HRV (zmienność rytmu serca) vívosport umożliwia również monitorowanie poziomu stresu w ciągu dnia. Możliwość podglądu bieżącego poziomu stresu na nadgarstku oraz jego rozkładu w dłuższej perspektywie czasowej w aplikacji Garmin Connect™ pozwala klientom zidentyfikować schematy i rozważyć wprowadzenie zmian w stylu życia, które pozwolą uniknąć stresowych sytuacji lub lepiej sobie w nich radzić. Stoper relaksacyjnej metody oddechu Four-Fold Breath pomaga użytkownikom zniwelować stres i odpocząć. Wbudowane aplikacje, przeznaczone do spacerowania, biegu, jazdy na rowerze, treningu tlenowego i siłowego, czynią z vívosport idealny gadżet do joggingu po okolicy, intensywnego treningu interwałowego (HIIT) czy liczenia powtórzeń i serii na siłowni. Dzięki Garmin Move IQ™ vívosport automatycznie klasyfikuje różne ćwiczenia, co sprawia, że analiza treningu staje się jeszcze prostsza. Pozostań w kontakcie – w każdym miejscu, o każdej porze Nie pozwól, aby Twoi najbliżsi martwili się o Ciebie w trakcie treningu na zewnątrz. Funkcja LiveTrack4 będzie gromadzić informacje o aktywności i aktualnej lokalizacji w czasie rzeczywistym. Wybrane osoby otrzymają na adres e-mail, Facebooka lub Twittera wiadomość z linkiem do strony, na której znajdują się informacje o położeniu połączonego urządzenia vívosport. Vívosport to jedyna opaska do ćwiczeń wyposażona w funkcję LiveTrack. Bądź na bieżąco również w trakcie treningu i odbieraj alerty wibracyjne dotyczące wiadomości e-mail, SMS-ów, połączeń, przypomnień z kalendarza, powiadomień z aplikacji i mediów społecznościowych oraz wiele innych z powiązanego smartfona4. Za pomocą vívosport użytkownicy będą mogli również ustawić muzykę na smartfonie, wysłać alarm w celu zlokalizowania zgubionego telefonu, a także sterować kamerą Garmin VIRB® (sprzedawaną oddzielnie). W ciągu dnia vívosport będzie automatycznie synchronizować się z aplikacją mobilną Garmin Connect w celu zapisywania statystyk i zapewnienia łatwego dostępu do tych danych. W internetowej społeczności Garmin Connect użytkownicy mogą zobaczyć swoje treningi, ćwiczenia siłowe, poziomy stresu i cykle snu przedstawione w formie szczegółowych wykresów. Wyświetl swoje treningi na powietrzu na szczegółowej mapie, rywalizuj w cotygodniowych wyzwaniach i połącz się z innymi entuzjastami fitnessu – wszystko to z kompatybilnego smartfona lub komputera.   Vívosport, niezastąpiony towarzysz treningów w pomieszczeniach i na zewnątrz, wyposażony jest w czytelny w pełnym słońcu, niewygaszający się kolorowy ekran dotykowy Garmin Chroma oraz niezwykle cienką, sportową opaskę, dostępną w kolorach czarnym/szarym (mały/średni i duży), czarny/fuksja (tylko mały/średni) i czarny/limonkowy (tylko duży). Sugerowana cena detaliczna vívosport wynosi 199,99 USD. Więcej informacji można znaleźć na stronie Garmin.com/vivo. Dynamicznie rozwijający się segment fitness firmy Garmin opracowuje technologie wspomagające i promujące zdrowy, aktywny tryb życia. Niezależnie kim jesteś: biegaczem, kolarzem, pływakiem, triathlonistą, czy po prostu chcesz pozostawać aktywną osobą – Garmin ma w ofercie produkty, które pomogą osiągnąć sportowe i zdrowotne cele. Firma Garmin od lat jest pionierem technologii GPS, urządzeń bezprzewodowych i aplikacji przeznaczonych dla osób prowadzących aktywny tryb życia. Produkty Garmin znajdują zastosowanie w transporcie drogowym, wielu dyscyplinach sportowych, w sektorze marine, lotnictwie, aktywnościach outdoorowych i segmencie fitness.

Ćwicz gdziekolwiek chcesz z vívosport – inteligentnym monitorem aktywności z GPS od Garmin

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

Inny niż wszystkie, dziwny, zabawny, trochę śmieszny – takie myśli mieliśmy, kiedy pierwszy raz zetknęliśmy się z tym butem. Nie pozostawało nic innego jak założyć je na nogi i ruszyć na testowe kilometry. Co z tego wyszło? Na początek trochę suchych faktów a potem subiektywnych odczuć. Trzeba przyznać, że Altra to ciekawa alternatywa na polskim rynku biegowym. Pochodząca z Utah w USA firma połączyła dwie filozofie – minimalistyczną i maksymalistyczną. Z jednej strony w Torin 3.0 znajdziecie mnóstwo amortyzacji, miękkości pod stopą na twardym bruku, z drugiej strony… zerowy drop. But wygląda masywnie – kawał słoniny pod stopą a waga średniej wielkości męskiego buta to 249 gramów, kobiecego niecałe 200 gramów. Lżejsze potrafią być tylko startówki lub kolce – to naprawdę solidny wynik. Są niezwykle szerokie, człowiek ma wrażenie, że projektowano je dla kaczuszki. Mamy znacznie więcej miejsca na palce niż w jakichkolwiek innym obuwiu. Zamiast schodzić, się do czubków, te buty rozchodzą się na boki dając możliwość rozszerzenia placów w bucie i grzebnięcia nimi. To właśnie charakteryzuję tę firmę – szerokość buta. Jeżeli w nich zaczną Was uwierać palce i schodzić paznokcie to czekają was już chyba wyłącznie klapki… Czas na wrażenia po krótszych, dłuższych, asfaltowych i leśnych przebieżkach. Ola Niwińska – wicemistrzyni świata w biegu 24-godzinnym, fizjoterapeutka, trenerka akcji BBL: do tej pory zawsze potrzebowałam przynajmniej miesiąca, aby „wyklepać” buty i nie odczuwać żadnej bolesności. Z uwagi na to, że jedną stopę mam bardziej pronującą a drugą bardziej neutralną, dolegliwości były związane z tym, że but nieco wżynał się w łuk stopy, która jest bardziej koślawa. Tutaj po raz pierwszy tego problemu nie było. W bucie jest dużo miejsca i stopa może pozostać taką jaką jest. Są bardzo miękkie i lekkie. Kiedy pierwszy raz je założyłam, miałam wrażenie, że lecę na pięty, byłam bowiem przyzwyczajona do większego dropu. W większości butów pianki i systemów jest zdecydowanie więcej w okolicach pięty, dlatego na początku było dziwnie stanąć w nich na nogach. Podczas biegu tego wrażenia już nie ma, bardzo miękkie śródstopie sprawia, że przyjemnie się na nim ląduje. But przez swoją budowę wymusza niejako aktywniejszą pracę stopą, nie będziemy w nim tak ochoczo i ciężko lądować na pięcie, tylko zaczniemy bardziej naturalnie przepychać się szybciej w stronę palców. Gdy się biegnie, jest bardzo stabilnie, bowiem tak szeroka podeszwa sprawia, że niemal niemożliwym byłoby stawianie stopy na zewnętrzną część lub na wewnętrzną. To taka biegowa płetwa o pierzastej wadze.  Jedyny mankament tych butów to zbyt krótkie sznurówki, jeśli ktoś nie wiąże butów mocno i ich nie ściągnie, to ledwie ich starcza. Maciej Żukiewicz – polubiłem się z tymi butami, choć trzeba przyznać, że mam doświadczenie, bowiem przez wiele lat biegałem w kolcach lekkoatletycznych, które mają nawet wyżej palce niż piętę i zamiast pianki mają plastik (sprinterskie). Tutaj luksus w postaci bardzo grubej pianki sprawił, że stosunkowo dynamiczny but sprawdziłby się bez problemu w asfaltowym ultra. Mam mocno supinującą stopę – w niemal każdych butach lądowałem na jej zewnętrznej części i zawsze biegałem we wkładkach, jednak dzięki szerokości Torin 3.0 stopa ląduje bardziej naturalnie. Informacja jest potwierdzona, po obserwacjach biegających za moimi plecami. Biega się przyjemnie zarówno na prędkościach 6:00 min/km jak i poniżej 4:00 min/km, jednak nie jest to but dla leniwych. Nie oddaje tak mocno energii z pięty, po prostu trzeba się efektywnie odbijać. Na początku z pewnością jest to wadą, jednak gdy wejdzie nam to w nawyk a te buty to wymuszą, zaczniemy „biegać bardziej”, lepiej wykorzystywać stopę podczas biegu. Co za tym idzie będziemy mniej męczyć mięśnie ud. Ekonomika przemieszania się powinna na tym znacznie zyskać. Na przodostopiu jest tyle miejsce, że spokojnie, zmieściłby się tam jeszcze  jeden palec. Dodatkowo przód buta jest wzmocniony, przekonałem się o tym uderzając czubem o korzeń na szlaku w Kampinoskim Parku Narodowym i zabezpieczenie zdało egzamin. Przewiewności buta w tych warunkach sprawdzić nie sposób, trzeba by było poczekać przynajmniej do maja. W tych warunkach spisuje się bardzo dobrze. Podsumowując Torin to ukłon w stronę naturalnego, ładnego biegu, bez mnóstwa systemów i stabilizacji przy tym daje poczucie, że w miejskiej dżungli biegnie się jak po perskim dywanie. Nie wszyscy się w nim odnajdą, jednak osoby, które oczekują więcej swobody, którym puchną stopy, których coś do tej pory uwierało, gniotło lub nie znaleźli czegoś z bardzo dużą amortyzacją a jednocześnie nie tracącego zbytnio z dynamiki – powinny tego buta spróbować.  Buty do kupienia w sklepie TriCentre   

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

Recenzje i testy produktów są zazwyczaj poprzedzone kilkoma dniami użytkowania. Trudno o w miarę obiektywną opinię, jeśli sprawdza się coś „na szybko”. Postanowiliśmy, zatem zabrać kosmetyki na prawdziwy poligon doświadczalny, w warunki, w których zapewne nie sprawdzał ich sam producent. Co z tego wyszło? Setki kilometrów biegania, tysiące metrów przewyższenia, dziesiątki stopni amplitudy temperatur, góry, doliny, słońce, wiatry, woda – można by rzec, że taka praca. Wspólnie z wicemistrzynią świata w biegu 24-godzinnym Aleksandrą Niwińską najpierw wybraliśmy się na wysokogórski obóz w Tatrach. Pierwszy tydzień sierpnia okazał się upalny, na odsłoniętych szczytach mocno operowało słońce. Zrobiliśmy łącznie około 140 kilometrów, na każdej wycieczce korzystaliśmy z kremu z filtrem 30 od BeBrave. Warstwa ochronna utrzymywała się bardzo długo, mimo chłodzenia i polewania się wodą. Nie było żadnych oparzeń, jedynie zdrowa, brązowa opalenizna. Zazwyczaj nie stosuje żadnych kremów do twarzy i trenując latem skóra często się złuszcza. Postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie wystarczy maznąć się po policzkach i nastąpi jakaś znacząca zmiana. O dziwo nastąpiła, choć podchodziłem bardzo sceptycznie. Ola używała do tej pory zwykłych kremów, nieskierowanych do biegaczy. Po bieganiu stosowała krem nawilżający, regenerujący i rozświetlający a nieregularnie także koncentrat wygładzająco-nawilżający. Przez setki godzin spędzonych na dworze i tysiące wybieganych kilometrów oraz hektolitry potu, często miewała krostki, które praktycznie zniknęły. Po cięższych treningach stosowaliśmy także żel chłodząco-regenerujący, który wmasowywaliśmy w zmęczone mięśnie nóg. Lekki chłód przypominał nieco działanie tajskiej maści – przyjemne odprężenie. Codzienne treningi i Tatry to jednak było zbyt mało, aby wystawić przekonującą, pozytywną opinię, bowiem jest z pewnością wiele kosmetyków w podobnym przedziale cenowym, które spisałyby się podobnie w takich warunkach. Dlatego postanowiliśmy zabrać produkty na nasz ekstremalny wyjazd na Dziki Zachód. Przez 2 tygodnie biegaliśmy po amerykańskich Parkach Narodowych w niewyobrażalnych wręcz upałach a także na dużych wysokościach. Słońce było wszechobecne a dni niezwykle długie i ciężkie. Rano wyjeżdżaliśmy z motelu do kolejnego parku, tam kilkugodzinna marszobiegowa wycieczka w pełnym słońcu oraz późno popołudniowa obiadokolacja, prysznic i sen. I tak 14 razy. 40-45 stopniowy upał stał się już normalnością, przy 26-28 stopniach chodziliśmy w bluzie. Trudno to sobie wyobrazić, jeśli nie przeżyje się tego na własnej skórze, ale nasza skóra naprawdę to przeżyła. Pył, piach, kurz, czerwona ziemia, rozgrzany do piekielnej temperatury asfalt, śnieg i kamienie – było wszystko po prostu. Stosowaliśmy filtr UV 50-tkę. Był jak średniowieczna zbroja – chronił skutecznie, żadnych podrażnień, żadnych poparzeń, żadnej wysypki. Kremy pielęgnacyjne sprawiły, że po naszych twarzach nie było widać, przez jakie piekło przeszliśmy. Ostateczną próbą, dla BeBrave była Dolina Śmierci. To tam testuje się prototypy aut przed dopuszczeniem do sprzedaży. Jeżdżą foliowane po najgorętszym miejscu na ziemi w górę i w dół. Jeśli wytrzymają to ekstremum to nie zawiodą użytkowników, bo niby gdzie może być gorzej? Dolina Śmierci to najbardziej niegościnne miejsce świata – w powietrzu unosi się niepokój, życie umiera. Żar jest bezlitosny. Postanowiliśmy wybrać się na przebieżkę po rozgrzanym do 70 stopni asfalcie. Wystartowaliśmy w najniżej położonym miejscu -86 m.p.p.m. i jednocześnie najgorętszym. Ponad 56 stopni w cieniu – to najwyższa temperatura, jaką tam zanotowano. My pod koniec sierpnia mieliśmy 52,2 stopnia (0,8 do rekordu wszech czasów w sierpniu), było potwornie. 8-kilometrowy bieg bez nieustannego wsparcia auta za to z nieustająco towarzyszącym lękiem przed utratą przytomności. W tak silnym słońcu i przy tak wysuszającym wietrze spierzchły mi wyłącznie wargi, bowiem ich nie posmarowałem – reszta przetrwała w świetnej kondycji. Po takich przejściach i po tak ekstremalnych testach, możemy oboje jasno stwierdzić, że jakość produktów znacznie przewyższa ich cenę. Żeby wystawić szóstkę, musiałyby same biegać, ale 5+ zdecydowanie możemy tym kosmetykom wystawić. Zobaczymy czy zimowy krem na niskie temperatury oraz wilgoć będzie równie skuteczny, ale jeśli jego, jakość jest podobna do kremów i filtrów to chyba czas na obóz na Syberii. Autor: Aleksandra Niwińska i Maciej Żukiewicz – trenerzy bbl Ożarów Mazowiecki Więcej o marce BeBrave znajdziecie TUTAJ

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

PolecamyBoLubimy

PolecamyBoLubimy

Zapisz się do naszego newslettera aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami.
Zapisz się
close-image
Top