Aktualności

6. BIEG WEGAŃSKI „Łatwiej niż myślisz!”

  W dniu 7 maja 2017 r. (niedziela) w Warszawie przy ul. Wybrzeże Gdyńskie 4 odbędzie się 6. edycja Biegu Wegańskiego „Łatwiej niż myślisz!”. Partnerem Projektu jest Miasto Stołeczne Warszawa. Bieg Wegański to impreza przeznaczona dla każdego, niezależnie od poglądów kulinarnych czy upodobań sportowych, która jednak skoncentrowana jest głównie na trzech tematach: bieganiu, pomocy zwierzętom oraz zdrowej żywności wegańskiej. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych tymi obszarami. Z każdego opłaconego pakietu startowego na 5/10/21 km 5 zł trafia na rzecz Schroniska w Korabiewicach, którym opiekuje się Fundacja Viva! – Partner Biegu Wegańskiego. Chętni mogą również kupić on-line symboliczną cegiełkę Biegu Wegańskiego (TUTAJ), wpierającą działanie schroniska. Harmonogram Biegu rozpisany został na kilka etapów oraz wydarzeń towarzyszących: PROGRAM IMPREZY 6. BIEG WEGAŃSKI WYDARZENIA TOWARZYSZĄCE Poza emocjami sportowymi w ramach Zabieganego Targu Wegańskiego na Uczestników czekać będzie ponad 30 wystawców ze zdrową roślinną żywnością wegańską, taka jak: świeże soki, zupy ekologiczne, egzotyczne smaki dań pochodzących z kuchni całego świata. Każdy będzie mógł poczuć, jak smakuje plant-based-diet, to tern nie tylko modny, ale przede wszystkim ultra zdrowy! Pełna lista wystawców dostępna jest TUTAJ. Podobnie jak na poprzednich Biegach Wegańskich, także tym razem zachęcamy do Biegu z psem, własnym lub schroniskowym. W zaprzyjaźnionym Schronisku na Paluchu czeka wiele czworonogów, które można adoptować, ich zdjęcia i imiona znajdują się tutaj. Z psami oczekującymi na nowy dom biegną m.in. nasi Ambasadorowie: Paulina Holtz, Paweł Staliński oraz Nick Sinckler, a łącznie zwierzaków ze schroniska biegnących z naszymi Wolontariuszami będzie ponad czterdziestka! Kto wie, może do niektórych z nich serca naszych Zawodników zabiją mocniej! Tutaj znajduje się więcej informacji o starcie z psem TUTAJ. W tej edycji zapraszamy również uczestników biegu na 5 km na Slow Jogging metodą profesora Hiroakiego Tanaki. Trening instruktażowy oraz sam bieg poprowadzi Joanna Wróblewska, trenerka Slow Jogging, absolwentka pierwszego w Polsce kursu dla trenerów, ale także wegetarianka i pasjonatka biegania, ambasadorka Festiwalu Biegowego, górski przewodnik beskidzki oraz Ambasadorka Porozumienia bez Przemocy. Szczegóły TUTAJ Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: „Majówkowy” rozkład zajęć TrenujemyBoLubimy 2017 cz. 4 BiegamBoLubię: Test Coopera TrenujemyBoLubimy 2017 cz. 3

6. BIEG WEGAŃSKI „Łatwiej niż myślisz!”

„Majówkowy” rozkład zajęć

Informujemy, iż w poniedziałek 1 maja zajęcia BiegamBoLubię zostają odwołane ze względu na przypadające tego dnia święto. Sobotnie zajęcia odbędą się bez zmian. Dokładny terminarz znajdziecie TUTAJ   Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: 6. BIEG WEGAŃSKI „Łatwiej niż myślisz!” TrenujemyBoLubimy 2017 cz. 4 BiegamBoLubię: Test Coopera TrenujemyBoLubimy 2017 cz. 3

„Majówkowy” rozkład zajęć

TrenujemyBoLubimy 2017 cz. 4

Fartlek, czyli zabawa tempem Słońce, krótki rękawek i spodenki – chcielibyśmy, aby tak wyglądała ta wiosna, jednak na wielu stadionach przyjdzie wam biegać… po śniegu. Aby nie zmarznąć w tej nietypowej aurze przyszykujcie się na solidną dawkę biegania w przyjemnej oraz urozmaiconej formie. Poznajcie fartlek. Bieganie może być monotonne, jednostajne i nudne – czasem takie jednostki treningowe po prostu wykonywać trzeba, jeśli marzy się o startach w ulicznych biegach długich. Jednak nie wszystkie biegowe treningi tak wyglądają. Biegać można w sposób jednostajny, narastający, ale także zmienny i tym właśnie jest fartlek. Na najbliższym treningu będziecie starać się wykonać wariację biegową, a dyrygentem waszego tempa będzie trener. Po standardowej rozgrzewce, przejdziecie do zadania docelowego. Szkoleniowcy podzielą Was na grupy sugerując się poziomem waszego zaawansowania. Nie przejmujcie się, jeśli nie będziecie w stanie przebiec ciągiem 1 czy 2 kilometrów. Chodzi o to, aby wysiłek był nieprzerwany. Najbardziej początkujący będą maszerować, truchtać i podbiegać szybciej (w miarę możliwości) na odcinkach 100-200 metrowych potem zwalniać do truchtu i znów do marszu. Łączny czas wysiłku powinien wynieść około 30-40 minut, choć solidny fartlek, którzy stosują bardziej zaawansowani zawodnicy trwa 60 minut. Od waszych możliwości i poziomu zmęczenia będzie zależeć jak długi będzie marsz, trucht oraz lekko szybszy bieg. Macie za zadanie poczuć ten trening, jednak nie może być to wysiłek skrajnie wyczerpujący! W przypadku uczestników bardziej zaawansowanych trening może wyglądać następująco: 1200 metrów spokojnego biegu 800 metrów w tempie o 30 sekund na km szybszym 400 metrów w tempie o 1 min na km szybszym od tempa początkowego I znów przejście do spokojnego biegu oraz powtarzanie cyklu, aż do zakończenia treningu. Tempo dostosuje Wam trener, z którym się spotykacie. Chodzi też o to, aby nauczyć się i poznać nową formę treningu biegowego. Dla jeszcze lepszego zrozumienia tych ćwiczeń, podam przykładowe tempo. Dajmy na to, że tempo 5:30 min/km to dla was tempo konwersacyjne, które kompletnie was nie męczy. Po przebiegnięciu 3 okrążeń, „dokładacie do pieca” i przez 2 okrążenia biegniecie w tempie 5:00 min/km, po czym włączacie piąty bieg i jedno kółko pokonujecie w tempie 4:30 min/km. Jesteście już dość mocno zmęczeni, ale mocno zwalniacie i czeka Was 1200 metrów spokojnego biegu, dzięki, któremu odzyskacie równowagę oddechową przed kolejnymi przyspieszeniami. Wariantów fartleku jest naprawdę sporo. Można również biegać odcinki czasowe np. 5 minut spokojnie, 3 minuty lekko szybciej oraz 1 minutę najszybciej, po czym następuje zwolnienie lub też stopniowe zwalnianie. Możecie też przeprowadzić go w formie zabawy, na każdy gwizdek trenera będziecie zmieniać swoje tempo, raz będziecie truchtać, po chwili ruszycie do szybkiego biegu, a potem będziecie biec nieco spokojniej, aż wreszcie znów wrócicie do truchtu i… przyspieszenia. Macie po prostu potrenować na różnych prędkościach, wyczuć jak zachowuje się wasz organizm przy poszczególnych tempach biegu. Na zakończenie treningu wykonajcie schładzający trucht oraz rozciąganie. Miłej zabawy! Autor: Maciej Żukiewicz – trener BiegamBoLubię Ożarów Maz. Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: 6. BIEG WEGAŃSKI „Łatwiej niż myślisz!” „Majówkowy” rozkład zajęć BiegamBoLubię: Test Coopera TrenujemyBoLubimy 2017 cz. 3

TrenujemyBoLubimy 2017 cz. 4

Informacje

Test butów Reebok ZPrint 3D

  Obecnie jest to jeden z flagowych modeli marki. Do testowania zachęciła mnie przede wszystkim ciekawość. Reebok w ostatnim czasie mocno zmienił kierunek skupiając się w dużej części na crossficie i fitnessie, troszeczkę odchodząc od biegania (przynajmniej na naszym rynku), w związku z czym buty biegowe wyprodukowane przez nich, to była dla mnie wielka niewiadoma. Nie mając dostępu do żadnych zewnętrznych opinii i testów tego obuwia mogłem całkowicie wypracować własne zdanie na ich temat. Treningi w tym modelu rozpocząłem w grudniu. Nie umiem powiedzieć ile już zrobiłem w nich kilometrów ale minęło prawie 5 miesięcy biegania w różnej formie, włącznie ze startem w zawodach. Po tym czasie, mogę przede wszystkim napisać, że buty są solidnie wykonane, nie rozsypały się, cholewka nigdzie się nie przeciera, podeszwa ma się dobrze, a z amortyzacji jeszcze jestem zadowolony. Buty są bardzo lekkie. Mają specyfikę treningowo startową. Dosłownie prawie nie czuje się ich na nogach. Stopa swobodnie może oddychać – dla mnie są wystarczająco przewiewne. But dobrze się układa do stopy – nie są ani za szerokie, ani za wąskie, choć jest to subiektywna opinia. Niska waga buta wskazuje na to, że nie ma co liczyć na zaawansowane systemy amortyzacyjne w podeszwie. Amortyzacja opiera się przede wszystkim na zastosowaniu pianki o różnej gęstości i wysokości. Technologia 3d odnosi się do dopasowania podeszwy do naturalnych ruchów stopy. W związku z czym specjalne wypustki i większa ilości pianki znajdują się w miejscach, gdzie stopa ma największe obciążenia. But jest zbudowany dla osób przetaczających stopę w sposób neutralny. Mają mały drop, w związku z czym jak napisałem wcześniej blisko im do butów startowych. To wraz z większą ilością amortyzacji pod przednią częścią stopy i niską wagą, sprawia, że wymuszają biegania na śródstopiu. Jak podaje producent jest to but do szybkich, krótkich biegów po mieście i po parkowych alejkach. Zgadzam się z tym. Według mnie, nadają się głównie do biegów na dystansie do 10km. Mają dobrą przyczepność, nawet na mokrej nawierzchni. Sprawdziły się w biegu po utwardzonych leśnych ścieżkach. Jedynie brak wyraźnego bieżnika dawał o sobie znać przy biegach po śniegu, ale do tego ten but nie był stworzony 🙂 Teraz kilka zastrzeżeń. Ze względu na niską wagę i brak zaawansowanych systemów amortyzacyjnych, według mnie nie jest to but dla osób z dużą nadwagą. Predysponuje też osoby z dobrą techniką – biegające na śródstopiu lub na całej stopie. W momencie biegania „z pięty” mogą być niekomfortowe. Nie jest to też but do bardzo dużego kilometrażu w tygodniu. Sprawdzą się natomiast idealnie do treningów szybkościowych. Specyfika buta połączona z niską wagą pozwala osiągać naprawdę wysokie prędkości, a w dodatku nie czuje się ich na nogach. Myślę, że można je spokojnie traktować jako but startowy. Co prawda pomimo tego, że stopa przetacza się zgodnie z naturalnym ruchem, to dla mnie brakuje trochę większej sprężystości w przedniej części żeby jeszcze lepiej wykorzystać energię z szybkiego biegu, ale to już subiektywna ocena testującego. Podsumowując – patrząc na stosunek cena – jakość, to jest to ciekawy but, na który warto zwrócić uwagę. Ja jestem do tej pory bardzo pozytywnie zaskoczony z użytkowania. Autor: Michał Łasiński – trener BiegamBoLubię Warszawa Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: King size, czyli bieganie w rozmiarze XXL VivoFit Jr. HR kontra Matka & Córka Garmin® fēnix® 5 Vivoactive HR – strażnik codziennej aktywności

Test butów Reebok ZPrint 3D

King size, czyli bieganie w rozmiarze XXL

  Bieganie uznawane jest za najprostszą formę aktywności ruchowej. Prawdę mówiąc to jesteśmy stworzeni do biegania. Nasz aparat ruchowy jest do tego idealnie przystosowany. Co więcej, bieganie, a dokładniej dłuuuugie bieganie, mamy zapisane w genach. Nasi praprzodkowie nie podjeżdżali furą za miliony monet do hipermarketu załadowanego żywnością po brzegi. Zmuszeni byli o posiłek zaBIEGAĆ 🙂 Teraz jest inaczej. Żyjemy w czasach szumnie nazywanych dobrobytem. Umiemy uprawiać ziemię, a wszystko robią za nas maszyny. No właśnie i tu następuje przełom. Pracują maszyny, my jedynie je nadzorujemy. Nasza aktywność kończy się często na klikaniu w klawisze klawiatury. Bieganie nie jest dla nas warunkiem do przeżycia, a stało się warunkiem do zapobiegania wielu chorobom cywilizacyjnym takim jak nadwaga i otyłość.    I powoli zbliżamy się do sedna. Będzie o bieganiu i o kilogramach. Kilogramy zaczynają towarzyszyć nam na co dzień. Zaczyna się niewinnie. Najpierw wylewają się boczki, potem nieśmiało stajemy na wadze, a tam NADwaga. Podstępnie czai się na nas otyłość. Pierwsze symptomy lekceważymy, a kiedy okazuje się, że jest słabo to do tematu podchodzimy na twardo… IDĘ biegać! A tu ZONK! Nie wyjdziesz, bo nie masz w czym! Poginasz szybko do sportowego z zamiarem zakupu biegowego fatałaszka. Lecisz na złamanie karku, zanim stracisz motywację. Wchodzisz… WOW!… do wyboru do koloru. Jednolite, full kolor, w kropki, paski, kratki… termo, aero, jesuuuuu, ale tego jest! Niczym nornica przekopujesz się do końca wieszaczka, bo te większe zawsze na końcu. Masz! Niby jest XL, ale…. upst…. jakieś takie fit! E tam, nie te to inne – myślisz i kopiesz dalej. Po 20 minutach, lądujesz w przymierzalni z dwoma parami czarnych drelichów w dłoni. Przymierzasz… ale obciach! Zupełnie nie przypominasz biegaczek z obrazka. I tu mamy rozłam… jedni zostawią dresik w przymierzalni i pójdą na ciastko, a inni pokornie spakują go do torby i podejmą swoje biegowe próby. Po nocy, w samotności, żeby nikt nie widział.   Taka jest rzeczywistość. Zrobiłam badanie w kilku grupach dla kobiet. Zaangażowałam tam kilkaset osób. Zapytałam: “Dziewczyny, w czym biegacie? Gdzie kupujecie stroje do biegania? I ostatnie pytanie ile ważycie?” To ostatnie było bardzo problematyczne. Zaczęłam wyłapywać te dziewczyny prywatnie i pytać jak jest. Okazuje się, że grubo ponad 90% kobiet, z masą powyżej 80 kg, ma ogromny kłopot z zakupem odzieży do biegania. Często jest tak, że ubrania są na nie zbyt ciasne, źle dopasowane, wyglądają nieładnie, ograniczają ruch. Kiedy dziewczyny patrzą w lustro widzą “szynkę”, “baleron” często używały stwierdzenia “wyglądam jak parówa”. Swoją drogą nie rozumiem dlaczego te wszystkie określenia sprowadzały się do jedzenia. To jak wyglądały w stroju sportowym bardzo zniechęcało do tego, by nawet podjąć biegową próbę. Jeśli już udało się znaleźć coś zadowalającego to zazwyczaj w profesjonalnym sklepie. Niestety wtedy nie zadowalała już cena. W takiej sytuacji na ratunek przychodzą dyskonty z ofertą sezonową, gdzie można za grosze nabyć rozmiar XXXL z metką w rozmiarze L i jakoś tak lepiej dla oka się robi. Tyle, że … jakość! Jakość pozostawia wiele do życzenia. Nie do końca wierzyłam w to co słyszałam. Fakt, nigdy nie musiałam poruszać się w sferze BIG SIZE. Zrobiłam rekonesans w sklepach stacjonarnych. Kurcze, wszystko się zgadza. One mają rację. Oferta dużych rozmiarów jest zazwyczaj bardzo uboga, ograniczona, szara…. nudna! Czarno, czarno, wszędzie czarno, bo czarny wyszczupla… podobno. I potem biegają po nocy czarni biegacze NINJA, zazwyczaj po poboczach, za miastem, żeby ich nikt nie widział… nawet kierowcy rozpędzonych aut. Wśród sklepów stacjonarnych, bo tylko tymi się zajęłam, ofertą pozytywnie zaskoczył Decathlon, ze swoją flagową biegową marką Kalenji. Po pierwsze ma szeroką rozmiarówkę, co w przypadku osób z kilogramami jest ogromnym plusem. Ubiorą się tu panie do rozmiaru 48, więc tak naprawdę każdy znajdzie ubranie szyte na swoją miarę. Po drugie Kalenji wychodzi z nudnej czerni. Ma w ofercie delikatne pastelowe kolory. Nie są intensywne, zbyt zwracające na siebie uwagę. Kolor jest subtelny i ładny, ale nie krzykliwy. Producent dba też o to by odzież biegowa miała odblaski, co jest szalenie ważne dla nocnych biegaczy. Przy założeniu, że osoby o większych gabarytach często chowają swoje bieganie pod płaszczem nocy, krok w kierunku bezpieczeństwa jest mile widziany. Sklep oferuje linię odzieżową w przystępnej cenie, zachowując przy tym stosunkowo dobrą jakość. Bardzo zachęca ceną i konkuruje z dyskontami. W przypadku osób, które biegają z zamiarem schudnięcia cena jest kluczowa. Wychodzą oni z założenia, że stracą zbędne kilogramy i za moment będą zmieniać ubrania, więc inwestycja w drogi strój nie wchodzi w grę. Wolą zainwestować w lepsze obuwie, niż legginsy czy bluzę. To logiczne, bo nawet po schudnięciu długość stopy zostanie taka sama.   W temacie spraw bardzo przyziemnych Kalenji również daje radę. Odzież dobrze się pierze, nie farbuje. Szybko schnie. Nie zmienia swojego rozmiaru nawet po wielu praniach, nie płowieje. Trenując kilka razy w tygodniu i piorąc regularnie jeden komplet odzieży wystarczy w zupełności. Potem, mam nadzieję, że sięgasz już po mniejszy, bo i Ciebie jest mniej. W celu prezentacji odzieży Kalenji poprosiłam o pomoc Wandę. To jedna z tych osób, które podjęły wyzwanie i zamiast na ciastko poszły na trening. Kiedy przyszła na nasze pierwsze zajęcia BiegamBoLubię NOCĄ była biegaczem NINJA. Od stóp do głów w czerni. Teraz z dnia na dzień jest drobniejsza i silniejsza… w duchu, w głowie, no i w nogach. Promienieje blaskiem… Autor: Ilona Brusiło – trener BiegamBoLubię Warszawa, mamyruszamy.pl Fotografia: Ola Sulej – Dąbrowska   Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: Test butów Reebok ZPrint 3D VivoFit Jr. HR kontra Matka & Córka Garmin® fēnix® 5 Vivoactive HR – strażnik codziennej aktywności

King size, czyli bieganie w rozmiarze XXL

VivoFit Jr. HR kontra Matka & Córka

  Matka – instruktorka lekkoatletyki, fanka Garmina 235, aktywna biegaczka w trakcie przygotowań do maratonu. Długie dystanse wciąga nosem i stara się zrobić to jak najszybciej. Córka – mała biegaczka na dystansach przedszkolnych, stała bywalczyni zajęć Sportgeneracja, miłośniczka treningu funkcjonalnego. Na liczniku 5,5 roku. Biega odkąd stanęła na nogi. VivoFit Jr. HR – Anioł Stróż dziecięcej aktywności. Mały chochlik, który skontroluje czy było poćwiczone, czy zęby dobrze wyszczotkowane i pies wyprowadzony. Ready! Steady! Go! TESTUJEMY!!! 1.Zadbaj o aktualne oprogramowanie. Aby wszystko działało jak trzeba, sparować zegarek ze smartfonem lub tabletem. Należy też mieć konto na Garmin Connect. Zarówno tablet jak i konto Connect posiadam to powinno iść gładko. A tu…. psikus. Okazało się, że nasz tablet i smartfon nie mogły obsłużyć apki dla juniora. Zadbajcie o to zawczasu, by nie mieć kłopotu. Zwróćcie uwagę czy macie zrobione wszystkie aktualizacje. To szczegół, nie zajmuje dużo czasu, ale zlekceważony może być frustrujący. Po ściągnięciu apki, instalacja, proces parowania i ogólna obsługa bez problemu i zarzutów. Wszystko z sukcesem za pierwszym podejściem. 2. Moje, moje, tylko moje. Opaska ma opcję personalizacji. Można wpisać imię dziecka, wybrać własną ikonkę widoczną na ekranie. Te opcje bardzo spodobały się małej B. Dostała zegarek, który wyświetlał jej imię i pięknego motylka, którego sama wybrała. Dało jej to poczucie wyjątkowości, to ona mogła decydować co pokazuje jej zegarek. B: “Fajnie, że tu jest napisane Basia. Wszyscy będą wiedzieć, że to mój zegarek i nikomu się nie pomyli.” 3. Intuicja dziecka. Jako idealny tester, jak tylko uruchomiłam zegarek i go sparowałam, zabrałam się za szczegółowe studiowanie instrukcji obsługi. W tym czasie mała B. już buszowała w świecie swojej mini elektroniki. Po kilku minutach, pełna entuzjazmu tłumaczę B. co robi jej zegarek. Słuchała troszkę zniecierpliwiona, klikając wciąż w jedyny guzik zegarka. Nagle przerwała mi stanowczo: “Mówisz już 40 sekund. Zmierzyłam Ci. Jak potrzymasz ten czarny guzik dłużej to możesz myć zęby przez 2 minuty, albo możesz sobie mierzyć czas tak jak klepsydrą.” Nieco mnie ta sytuacja zaskoczyła, gdyż tych funkcji ja jeszcze nie zdążyłam wyczytać. Opaska okazuje się bardzo intuicyjna dla młodego człowieka. Ikonki są na tyle wymowne, nie wymagają opisów, a tym samym umiejętności czytania. 4. Monitoring aktywności. Garmin zaprojektował opaskę w taki sposób, aby zachęcić dziecko do spędzania minimum jednej godziny w skali doby na aktywności fizycznej. Musimy jednak wziąć pod uwagę, że opaska działa na zasadzie krokomierza, więc monitoruje ruch. Jeśli dziecko jest na treningu dość statycznym, aktywność niekoniecznie musi być zostać odnotowana. Zadbajcie w takiej sytuacji, by zamiast przejażdżki autem, zaliczyć spacer. W innym przypadku zostajecie w tym samym miejscu na szlaku przygody. (o szlaku będzie dalej) Zaletą opaski jest wodoszczelność, do 50 m. Spokojnie można używać jej w kąpieli lub na basenie. To bardzo wygodne szczególnie dla dzieci, które się z opaską nie rozstają. 5. Rodzinna rywalizacja. Spodobał mi się ten pomysł. Lubimy rywalizować. W domu imitujemy wyścigi na to kto pierwszy się ubierze, kto pierwszy wykona konkretne zadanie, a że są one zróżnicowane to rywalizacja potrafi być emocjonująca, a wynik ciężko przewidzieć. To jedna z form spędzania naszego czasu razem. W aplikacji polega na tym, że rodzice mogą połączyć swoje zegarki/opaski z aplikacją junior i rywalizować z dzieciakami na ilość kroków w ciągu doby. Ten system fajnie może zadziałać w rodzinach gdzie rodzice się nie ruszają. Wtedy ta zabawa może dodatkowo napędzać rodziców do aktywności. Konkretnie u nas, rywalizacja okazała się troszkę kłopotliwa. W sytuacji gdy matka jest na treningu objętościowym pod maraton, dziecko nie ma szans. Moja B się burzyła: “To nie fair, Ty dużo biegasz, bo jesteś dorosła. Zawsze ze mną wygrywasz. Dzieci nie dają rady tyle biegać. Nawet nasz pies nie daje.” W ostateczności, dla zachowania równowagi ustaliłyśmy, że na swoje bieganie zabieram Garmina i Garminka, a potem już każdy nabija sobie 🙂 Z naszej perspektywy interesującym rozwiązaniem mogłaby być funkcja w stylu rywalizacja od – do, z możliwością wyboru przedziału czasowego. Wtedy każdy może wybrać rywalizację ciągłą, na kilka dni lub kilka godzin, albo na konkretną porę w ciągu dnia np. 30 minutowy spacer. Na konkretny, indywidualnie określony czas. 6. Lista zadań. W naszej rodzinie zbieramy plusy…. za zasługi 🙂 Każdy ma swoje obowiązki, których wykonanie skutkuje otrzymaniem plusa na liście zadań. Po uzupełnieniu tabelki czeka wcześniej ustalona nagroda. Vivo, dzięki opcji ustalania zadań i przyznawania za nie punktów zastąpiła nam papierową tabelkę. Po zakończonym dniu, robimy “rachunek sumienia” i rozliczamy się z punktów. Jest wygodnie, nikt nikt się nie myli, a ilość punktów mamy pod kontrolą. Ta opcja sprawdziła się u nas rewelacyjnie i jak dla mnie jest strzałem w 10! B: “Teraz możesz mi stawiać plusy jak nie masz kartki i nic nam się nie zapomni.” 7. Szlak przygody. W teorii super pomysł, w praktyce… mam kilka uwag. Założenie jest takie, że jesteś eksploratorem i za każdy dzień z zaliczoną godzinną aktywnością idziesz o jeden krok do przodu na wyznaczonym szlaku przygody. Po drodze czekają na Ciebie, właściwie to Twoje dziecko, ciekawostki, które mają naprowadzić Cię na zwierzaka, którego dodasz do swojej kolekcji, jak pokonasz odpowiednią ilość punktów na szlaku przygód. Początkowo bardzo się to spodobało B. Na początku idzie szybko… ciekawostka i kolejny krok to zwierzak do kolekcji. Ale z dnia na dzień ciekawostek jest coraz więcej i na zwierzaka czeka się coraz dłużej. Tak jak w grze, ale w przypadku Vivo mamy możliwość przeskoczenia tylko jednego oczka na dobę. To słusznie, bo dziecko nie może być aktywne 24 godziny na dobę, jesteśmy ograniczeni limitem 1 godzinnej aktywności. Jeśli maluch wykona 2 godziny aktywności jednego dnia to dalej jest w tym samym miejscu. Niestety moje dziecko troszkę irytował fakt długiego oczekiwania na kolejny etap. Aby to oczekiwanie urozmaicić oglądałyśmy dokładnie szlak przygody i wyszukiwałyśmy ukrytych w liściach owadów, mięczaków i innych drobiazgów. Jest ich po drodze całkiem sporo. Na początku je liczyłyśmy potem, dzieliłyśmy na grupy, a kiedy pomysły na matematyczne zabawy się kończyły to próbowałyśmy szukać ich w sieci i uczyć się ich nazw, czytać o tym jak i gdzie żyją. To samo robiłyśmy z roślinami, których jest jeszcze więcej. 8. Amortyzacja. Wrócę jeszcze do spraw

VivoFit Jr. HR kontra Matka & Córka

PolecamyBoLubimy

Zapisz się do naszego newslettera aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami.
Zapisz się
Top