Aktualności

Konkurs!

„Bieżnia oczami biegacza” to hasło przewodnie naszego konkursu. Co tydzień do wygrania: oficjalne koszulki akcji BiegamBoLubię! 🙂 Co zrobić by wygrać? –> Zdjęcie przedstawiające aktywność fizyczną na bieżni lekkoatletycznej!   Konkurs rusza 11 grudnia, ma format cotygodniowy i potrwa aż do odwołania akcji! Zdjęcia należy wysyłać od poniedziałku 12:00 do czwartku 12:00, na e-mail: fundacja@wychowanieprzezsport.pl w tytule wiadomości wpisać: konkurs “Bieżnia oczami biegacza”, a w treści wiadomości podać następujące informacje: Imię i nazwisko uczestnika, rozmiar koszulki, numer telefonu oraz adres korespondencyjny. W każdy poniedziałek na oficjalnej stronie BiegamBoLubię oraz na naszym fanpage’u będziemy publikować zwycięskie zdjęcie, a tuż po jego opublikowaniu wysyłać nagrodę na wskazany w treści wiadomości adres.   ZOBACZ: regulamin-konkursu  

Konkurs!

Mikołajkowy konkurs – czas start!

Mikołajkowy Konkurs! 👉 START!   Do wygrania 3 wieszaki na medale ufundowane przez wieszakinamedale.pl   Aby wziąć udział w zabawie należy ułożyć hasło z użyciem słów: “bieganie” oraz “mikołaj”, a następnie opublikować je w komentarzu pod konkursowym postem na naszym fanpage’u BiegamBoLubie na facebook’u.  Nagrodzimy 3 najciekawsze naszym zdaniem komentarze. Czekamy na nie dziś (05.12.2017) do godziny 23:59   Powodzenia 💪

Mikołajkowy konkurs – czas start!

Już niedługo – Mikołajkowy konkurs!

  Mikołajki już tuż, tuż… dlatego też wraz z wieszakinamedale.pl przygotowaliśmy dla Was konkurs. Do wygrania będą wieszaki na medale, przedstawione na poniższym zdjęciu.   Co trzeba zrobić, aby wygrać nagrodę? Dowiecie się już 4 grudnia z naszego fanpage’a!    

Już niedługo – Mikołajkowy konkurs!

Informacje

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

Inny niż wszystkie, dziwny, zabawny, trochę śmieszny – takie myśli mieliśmy, kiedy pierwszy raz zetknęliśmy się z tym butem. Nie pozostawało nic innego jak założyć je na nogi i ruszyć na testowe kilometry. Co z tego wyszło? Na początek trochę suchych faktów a potem subiektywnych odczuć. Trzeba przyznać, że Altra to ciekawa alternatywa na polskim rynku biegowym. Pochodząca z Utah w USA firma połączyła dwie filozofie – minimalistyczną i maksymalistyczną. Z jednej strony w Torin 3.0 znajdziecie mnóstwo amortyzacji, miękkości pod stopą na twardym bruku, z drugiej strony… zerowy drop. But wygląda masywnie – kawał słoniny pod stopą a waga średniej wielkości męskiego buta to 249 gramów, kobiecego niecałe 200 gramów. Lżejsze potrafią być tylko startówki lub kolce – to naprawdę solidny wynik. Są niezwykle szerokie, człowiek ma wrażenie, że projektowano je dla kaczuszki. Mamy znacznie więcej miejsca na palce niż w jakichkolwiek innym obuwiu. Zamiast schodzić, się do czubków, te buty rozchodzą się na boki dając możliwość rozszerzenia placów w bucie i grzebnięcia nimi. To właśnie charakteryzuję tę firmę – szerokość buta. Jeżeli w nich zaczną Was uwierać palce i schodzić paznokcie to czekają was już chyba wyłącznie klapki… Czas na wrażenia po krótszych, dłuższych, asfaltowych i leśnych przebieżkach. Ola Niwińska – wicemistrzyni świata w biegu 24-godzinnym, fizjoterapeutka, trenerka akcji BBL: do tej pory zawsze potrzebowałam przynajmniej miesiąca, aby „wyklepać” buty i nie odczuwać żadnej bolesności. Z uwagi na to, że jedną stopę mam bardziej pronującą a drugą bardziej neutralną, dolegliwości były związane z tym, że but nieco wżynał się w łuk stopy, która jest bardziej koślawa. Tutaj po raz pierwszy tego problemu nie było. W bucie jest dużo miejsca i stopa może pozostać taką jaką jest. Są bardzo miękkie i lekkie. Kiedy pierwszy raz je założyłam, miałam wrażenie, że lecę na pięty, byłam bowiem przyzwyczajona do większego dropu. W większości butów pianki i systemów jest zdecydowanie więcej w okolicach pięty, dlatego na początku było dziwnie stanąć w nich na nogach. Podczas biegu tego wrażenia już nie ma, bardzo miękkie śródstopie sprawia, że przyjemnie się na nim ląduje. But przez swoją budowę wymusza niejako aktywniejszą pracę stopą, nie będziemy w nim tak ochoczo i ciężko lądować na pięcie, tylko zaczniemy bardziej naturalnie przepychać się szybciej w stronę palców. Gdy się biegnie, jest bardzo stabilnie, bowiem tak szeroka podeszwa sprawia, że niemal niemożliwym byłoby stawianie stopy na zewnętrzną część lub na wewnętrzną. To taka biegowa płetwa o pierzastej wadze.  Jedyny mankament tych butów to zbyt krótkie sznurówki, jeśli ktoś nie wiąże butów mocno i ich nie ściągnie, to ledwie ich starcza. Maciej Żukiewicz – polubiłem się z tymi butami, choć trzeba przyznać, że mam doświadczenie, bowiem przez wiele lat biegałem w kolcach lekkoatletycznych, które mają nawet wyżej palce niż piętę i zamiast pianki mają plastik (sprinterskie). Tutaj luksus w postaci bardzo grubej pianki sprawił, że stosunkowo dynamiczny but sprawdziłby się bez problemu w asfaltowym ultra. Mam mocno supinującą stopę – w niemal każdych butach lądowałem na jej zewnętrznej części i zawsze biegałem we wkładkach, jednak dzięki szerokości Torin 3.0 stopa ląduje bardziej naturalnie. Informacja jest potwierdzona, po obserwacjach biegających za moimi plecami. Biega się przyjemnie zarówno na prędkościach 6:00 min/km jak i poniżej 4:00 min/km, jednak nie jest to but dla leniwych. Nie oddaje tak mocno energii z pięty, po prostu trzeba się efektywnie odbijać. Na początku z pewnością jest to wadą, jednak gdy wejdzie nam to w nawyk a te buty to wymuszą, zaczniemy „biegać bardziej”, lepiej wykorzystywać stopę podczas biegu. Co za tym idzie będziemy mniej męczyć mięśnie ud. Ekonomika przemieszania się powinna na tym znacznie zyskać. Na przodostopiu jest tyle miejsce, że spokojnie, zmieściłby się tam jeszcze  jeden palec. Dodatkowo przód buta jest wzmocniony, przekonałem się o tym uderzając czubem o korzeń na szlaku w Kampinoskim Parku Narodowym i zabezpieczenie zdało egzamin. Przewiewności buta w tych warunkach sprawdzić nie sposób, trzeba by było poczekać przynajmniej do maja. W tych warunkach spisuje się bardzo dobrze. Podsumowując Torin to ukłon w stronę naturalnego, ładnego biegu, bez mnóstwa systemów i stabilizacji przy tym daje poczucie, że w miejskiej dżungli biegnie się jak po perskim dywanie. Nie wszyscy się w nim odnajdą, jednak osoby, które oczekują więcej swobody, którym puchną stopy, których coś do tej pory uwierało, gniotło lub nie znaleźli czegoś z bardzo dużą amortyzacją a jednocześnie nie tracącego zbytnio z dynamiki – powinny tego buta spróbować.  Buty do kupienia w sklepie TriCentre   

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

Recenzje i testy produktów są zazwyczaj poprzedzone kilkoma dniami użytkowania. Trudno o w miarę obiektywną opinię, jeśli sprawdza się coś „na szybko”. Postanowiliśmy, zatem zabrać kosmetyki na prawdziwy poligon doświadczalny, w warunki, w których zapewne nie sprawdzał ich sam producent. Co z tego wyszło? Setki kilometrów biegania, tysiące metrów przewyższenia, dziesiątki stopni amplitudy temperatur, góry, doliny, słońce, wiatry, woda – można by rzec, że taka praca. Wspólnie z wicemistrzynią świata w biegu 24-godzinnym Aleksandrą Niwińską najpierw wybraliśmy się na wysokogórski obóz w Tatrach. Pierwszy tydzień sierpnia okazał się upalny, na odsłoniętych szczytach mocno operowało słońce. Zrobiliśmy łącznie około 140 kilometrów, na każdej wycieczce korzystaliśmy z kremu z filtrem 30 od BeBrave. Warstwa ochronna utrzymywała się bardzo długo, mimo chłodzenia i polewania się wodą. Nie było żadnych oparzeń, jedynie zdrowa, brązowa opalenizna. Zazwyczaj nie stosuje żadnych kremów do twarzy i trenując latem skóra często się złuszcza. Postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie wystarczy maznąć się po policzkach i nastąpi jakaś znacząca zmiana. O dziwo nastąpiła, choć podchodziłem bardzo sceptycznie. Ola używała do tej pory zwykłych kremów, nieskierowanych do biegaczy. Po bieganiu stosowała krem nawilżający, regenerujący i rozświetlający a nieregularnie także koncentrat wygładzająco-nawilżający. Przez setki godzin spędzonych na dworze i tysiące wybieganych kilometrów oraz hektolitry potu, często miewała krostki, które praktycznie zniknęły. Po cięższych treningach stosowaliśmy także żel chłodząco-regenerujący, który wmasowywaliśmy w zmęczone mięśnie nóg. Lekki chłód przypominał nieco działanie tajskiej maści – przyjemne odprężenie. Codzienne treningi i Tatry to jednak było zbyt mało, aby wystawić przekonującą, pozytywną opinię, bowiem jest z pewnością wiele kosmetyków w podobnym przedziale cenowym, które spisałyby się podobnie w takich warunkach. Dlatego postanowiliśmy zabrać produkty na nasz ekstremalny wyjazd na Dziki Zachód. Przez 2 tygodnie biegaliśmy po amerykańskich Parkach Narodowych w niewyobrażalnych wręcz upałach a także na dużych wysokościach. Słońce było wszechobecne a dni niezwykle długie i ciężkie. Rano wyjeżdżaliśmy z motelu do kolejnego parku, tam kilkugodzinna marszobiegowa wycieczka w pełnym słońcu oraz późno popołudniowa obiadokolacja, prysznic i sen. I tak 14 razy. 40-45 stopniowy upał stał się już normalnością, przy 26-28 stopniach chodziliśmy w bluzie. Trudno to sobie wyobrazić, jeśli nie przeżyje się tego na własnej skórze, ale nasza skóra naprawdę to przeżyła. Pył, piach, kurz, czerwona ziemia, rozgrzany do piekielnej temperatury asfalt, śnieg i kamienie – było wszystko po prostu. Stosowaliśmy filtr UV 50-tkę. Był jak średniowieczna zbroja – chronił skutecznie, żadnych podrażnień, żadnych poparzeń, żadnej wysypki. Kremy pielęgnacyjne sprawiły, że po naszych twarzach nie było widać, przez jakie piekło przeszliśmy. Ostateczną próbą, dla BeBrave była Dolina Śmierci. To tam testuje się prototypy aut przed dopuszczeniem do sprzedaży. Jeżdżą foliowane po najgorętszym miejscu na ziemi w górę i w dół. Jeśli wytrzymają to ekstremum to nie zawiodą użytkowników, bo niby gdzie może być gorzej? Dolina Śmierci to najbardziej niegościnne miejsce świata – w powietrzu unosi się niepokój, życie umiera. Żar jest bezlitosny. Postanowiliśmy wybrać się na przebieżkę po rozgrzanym do 70 stopni asfalcie. Wystartowaliśmy w najniżej położonym miejscu -86 m.p.p.m. i jednocześnie najgorętszym. Ponad 56 stopni w cieniu – to najwyższa temperatura, jaką tam zanotowano. My pod koniec sierpnia mieliśmy 52,2 stopnia (0,8 do rekordu wszech czasów w sierpniu), było potwornie. 8-kilometrowy bieg bez nieustannego wsparcia auta za to z nieustająco towarzyszącym lękiem przed utratą przytomności. W tak silnym słońcu i przy tak wysuszającym wietrze spierzchły mi wyłącznie wargi, bowiem ich nie posmarowałem – reszta przetrwała w świetnej kondycji. Po takich przejściach i po tak ekstremalnych testach, możemy oboje jasno stwierdzić, że jakość produktów znacznie przewyższa ich cenę. Żeby wystawić szóstkę, musiałyby same biegać, ale 5+ zdecydowanie możemy tym kosmetykom wystawić. Zobaczymy czy zimowy krem na niskie temperatury oraz wilgoć będzie równie skuteczny, ale jeśli jego, jakość jest podobna do kremów i filtrów to chyba czas na obóz na Syberii. Autor: Aleksandra Niwińska i Maciej Żukiewicz – trenerzy bbl Ożarów Mazowiecki Więcej o marce BeBrave znajdziecie TUTAJ

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

Słuchawki TITANIUM TREKZ – nowy wymiar słuchania muzyki

Dla wielu biegaczy słuchawki podczas treningu są tak niezbędne jak buty. Tak dokładnie jest i w moim przypadku. Lubię podczas interwałów czuć w uszach moc rockowych gitar, na długich wybieganiach słuchać audiobooków, a w górach raczyć się poezją śpiewaną. Dobre słuchawki to podstawa. Przez ostatnie lata przetestowałem kilkanaście różnych modeli słuchawek: bezprzewodowe, z kablem, z pomiarem tętna, pałąkiem, od najtańszych po te za prawie 1 000 zł. Wszystkie z testowanych modeli były słuchawkami dousznymi. Do takich właśnie rozwiązań jesteśmy przyzwyczajeni. Niestety słuchawka w uchu izoluje od świata zewnętrznego, a przy głośniejszej muzyce zupełnie od niego odcina. Powoduje to wiele niebezpiecznych sytuacji. Istotną kwestią jest również komfort słuchania. Po 4 godzinach biegu uszy ze słuchawką w środku, po prostu zaczynają boleć. Trzeba wtedy je ściągać, chować do plecaka i dobrze schować aby ich nie zgubić. Jest to po porostu niewygodne. Opisane powyżej problemy zniknęły, kiedy otrzymałem do testów słuchawki TITANIUM TREKZ. Ich konstrukcja oparta jest na innowacyjnej technologii przewodnictwa kostnego dźwięku. Technologia ta stosowana jest już z powodzeniem w medycynie u osób z zaburzeniami słuchu. Polega na przenoszeniu drgań wywoływanych przez specjalny sensor przylegający do kości jarzmowej. Podczas odtwarzania muzyki, drgania te przenikają do ucha wewnętrznego nie przez przewód słuchowy, ale przez kości. Efekt – ten sam. Jak to działa dokładnie możecie zobaczyć na tym filmie: Oto moja subiektywna ocena opisywanego sprzętu. Mocowanie: Zakładając TITANIUM TREKZ po raz pierwszy, za wszelką cenę chciałem głośniki umieścić w uchu. Nie mogłem się przyzwyczaić do tego, że sensory znajdują się obok małżowiny. To dziwne uczucie, wiec co chwilę je poprawiałem. Po kilku dniach kiedy się przyzwyczaiłem, zakładanie i umieszczanie sensorów przy uchu na kości, stało się zupełnie normalne. Dźwięk: Niestety to dla mnie nie najmocniejszy element TITANIUM TREKZ. W porównaniu ze słuchawkami dousznymi nie ma możliwości uzyskania mocy basu który wbija się w mózg, a szerokość przenoszonego pasma dźwięku jest doskonale słyszalna w każdym zakresie. Audiofile i miłośnicy łomotu w uszach będą rozczarowani. Nie jest jednak aż tak źle. U mnie chwilę trwało zanim znalazłem najlepsze miejsce styku moich kości z sensorami. Kiedy już je odkryłem, jakość słyszanych dźwięków zdecydowanie się polepszyła. Funkcjonalność: TITANIUM TREKZ w swoich rozwiązaniach dorównują topowym modelom bezprzewodowym. Wykonane w technologii bluetooth, z wysokiej jakości materiałów, są przyjemne w użytkowaniu. Sterowanie jest proste a wygodne przyciski intuicyjnie „wpadają pod palce” – nawet podczas intensywnego ruchu. Posiadają bardzo dobry mikrofon (słuchawki posiadają 2 mikrofony, dzięki czemu mogą redukować szumy), dzięki czemu rozmowy telefoniczne zachowują wysoką jakość. Bateria wytrzymuje 6 godzin co w zupełności wystarcza na długie biegowe trasy. Jeden z mankamentów, to zdarzające się dość często milisekundowe przerywania dźwięku. Jest kwestia połączenia bluetooth pomiędzy słuchawką i telefonem. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, ale występuje dość często. Może to być oczywiście wina telefonu. Do testu wykorzystuje – HUAWEI P9. Podsumowanie: Podczas dwumiesięcznego testu, w TITANIUM TREKZ przebiegłem ponad 450 km. W większości były to dwugodzinne treningi. Znalazł się również jeden bieg górski trwający ponad 5 godzin. Zaproponowane rozwiązanie kostnego przewodzenia dźwięku, jest naprawdę bardzo dobre. Głównym atutem, dzięki któremu słuchawki zyskują moją wysoką opinię, jest to, iż nie odcinają mnie od przyrody. Mam ochotę słyszeć las, naciskam guzik off i słyszę. Nic nie blokuje mi dostępu dźwięków do ucha. Czuję potrzebę zadzwonić lub odebrać telefon, naciskam guzik i rozmawiam. Słyszę równocześnie wszystko dookoła. Poza tym nawet jak nic nie słucham, to uszy mam odciążone więc nie bolą. To dla mnie na długich trasach najważniejsze. A to, że bas nie jest tak intensywny a muzyka tak głośna? Nie szkodzi.   Autor:  Bartosz Konopka

Słuchawki TITANIUM TREKZ – nowy wymiar słuchania muzyki

PolecamyBoLubimy

Zapisz się do naszego newslettera aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami.
Zapisz się
Top