Aktualności

NIE-tradycyjne pieczywo

  Pieczywo chrupkie – wady i zalety Wafle ryżowe, pieczywo chrupkie, maca czy suchary utożsamiane są z produktami dietetycznymi. Często sięgają po nie osoby restrykcyjnie trzymające diety odchudzające, sugerując się ich niską kalorycznością, ale czy słusznie? Pierwszy raz zamienniki dla tradycyjnego pieczywa pojawiły się na rynku spożywczym mniej więcej na przełomie lat 80tych i 90 tych ubiegłego wieku i szybko zawojowały świat. Ich głównymi zaletami jest niska zawartość tłuszczu oraz cukru, a także względnie niska kaloryczność. Jedna kromka wafla ryżowego to tylko około 20 kcal (zależne jest od jego grubości i producenta). Dla porównania- kromka chleba razowego ma około 80 kcal. Rachunek wydawałby się prosty, dla tych którzy kalorie liczyć lubią lub muszą. Jednak nie wszystko jest takie proste, jakby się miało wydawać. Choć produkty te są niskokaloryczne i uznawane za prozdrowotne, to nie do końca ich spożywanie może nam się opłacić. Korzyści Największymi zaletami takich zamienników jest ich relatywnie niska kaloryczność, brak tłuszczów i cukrów oraz ich trwałość. Ciężko jeszcze bardziej je wysuszyć, a zamknięte mogą czekać na konsumpcję długi czas. Mała waga i objętość to kolejny plus. Łatwo je zabrać ze sobą i nosić np. w torebce jako szybka i łatwo dostępna przekąska. Pieczywo chrupkie zawiera również cenne witaminy i minerały, ale tylko te które wytworzone jest z pełnoziarnistej czy razowej mąki. Dostarcza wtedy cynku, magnezu, wapnia, żelaza, witamin z grupy B oraz błonnika. Bardzo często producenci stosują dodatki, nie tylko dla wzbogacenia smaku, ale też dla właściwości zdrowotnych pieczywa. Najpopularniejsze to: siemię lniane, sezam, słonecznik, otręby, wiesiołek, pestki dyni. To dodatkowe mikro i makroelementy, które odżywią organizm. Poza podstawowym składnikiem (np. ryż lub mąka) może zawierać również drożdże, cukier, albo sól. Większość producentów dba również, aby ich produkty były pozbawione konserwantów.  Wafle ryżowe lub kukurydziane to również dobra alternatywa dla osób uczulonych na gluten lub sportowców stosujących dietę bezglutenową. Zboża te naturalnie nie zawierają tej alergizującej mieszanki białek.   Uważaj na dodatki i cukier Niestety pieczywo chrupkie ma też swoje wady. Zdarza się, że producenci dodają do nich aromatów lub nadmiernej ilości sody. Należy unikać wszelkich produktów mających w swoim składzie emulgatory, przeciwutleniacze czy utwardzone tłuszcze roślinne (zdarzają się np. w sucharach). Pułapki tkwią jednak gdzie indziej. Jedząc lekkie kromki chrupkiego pieczywa, potrzebujemy ich znacznie więcej, żeby poczuć sytość niż by to było w przypadku jednej, solidnej kromki pieczywa żytniego z nasionami. Traktowanie ich jako przegryzkę między posiłkami prowadzi do tego, że dostarcza się organizmowi wielu zbędnych kalorii, nie czując nadmiernej sytości. Kolejnym problem jest ich indeks glikemiczny i przetworzenie tych produktów w procesie produkcji.  Wskaźnik ten mówi o wpływie jedzenia na późniejszy poziom cukru we krwi. Im niższa wartość produktu, tym dłużej będziemy czuć sytość po posiłku i ochronimy się przed ochotą na podjadanie. Pieczywo chrupkie plasuje się w tym rankingu dość wysoko. Jego wartość wynosi 82. Dla porównania cukier ma 100, a awokado 10.  Jeżeli zdecydujemy się więc na taką przekąskę, szybko sięgniemy po nią kolejny raz i kolejny, a to powoduje wpadnięcie w błędne koło podjadania. W przypadku żywienia po treningu, pomogą uzupełnić starty glikogenu w mięśniach i to niewątpliwie przemawia na ich korzyść. Jednak o wiele lepszym rozwiązaniem będzie sięgnięcie po bardziej źródło węglowodanów np. w postaci banana lub ryżu, które poza cukrami dostarczą również białka i witamin. Warto czy nie warto? Pieczywo chrupkie, choć reklamowane jako produkt zdrowy, nie zawsze taki musi być. Warto na pewno zwracać uwagę na etykiety i kierować się zdrowym rozsądkiem. Zdarza się, że produkty te wzbogacone są w niezdrowe dodatki, więc im krótsza i prostsza lista składników tym lepiej. W zdrowej, zbilansowanej diecie z pewnością znajdzie się dla niego miejsce jako alternatywa dla niezdrowych, tłustych przekąsek lub w przypadku zamiennika dla pieczywa u osób mających problem z nietolerancją czy nadwrażliwością na gluten. Biegacz również może śmiało po nie sięgać, ale najlepiej po treningu i w rozsądnych ilościach. Ich lekkość, również kaloryczna, może być zgubna. Autor: Natalia Grzebisz   Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: Już za 3 miesiące Wings For Life World Run Współcześni herosi – poznajcie Herkulesa naszych c... Kortyzol na chorobowym Odmieniec wśród witamin

NIE-tradycyjne pieczywo

Już za 3 miesiące Wings For Life World Run

JANASIAK W AUSTRALII, WALEROWICZ PONOWNIE W POZNANIU „Okrągłe” daty to zawsze dobra okazja, na podjęcie konkretnych decyzji. Do Światowego Biegu Wings for Life pozostały 3 miesiące. Nie ma co czekać na bardziej odpowiedni moment, by się zapisać. Na listach startowych pojawili się już ubiegłoroczni zwycięzcy – Agnieszka Janasiak w Australii oraz Tomek Walerowicz, który 7 maja 2017 r. ponownie pobiegnie w Poznaniu! Z pewnością wszyscy będą trzymali kciuki za pobicie kolejnego rekordu – w Wings for Life World Run nie ma bowiem założonego dystansu, który należy pokonać. Każdy pobiegnie tyle, ile da radę, dopóki nie wyprzedzi go samochód – meta. Choć satysfakcja z udziału jest bezcenna, to z pewnością uczestników ucieszy też tegoroczny pakiet startowy: znajdzie się w nim m.in. wysokiej jakości koszulka techniczna, którą ufundowała Puma, partner biegu. Zapisy trwają na stronie organizatora TUTAJ Nie trzeba wiele, żeby pomóc zmieniać świat na lepszy. Jedną z możliwości jest udział w Wings for Life World Run, który odbędzie się już za 3 miesiące. W tym biegu najważniejszy jest charytatywny cel – opłaty startowe przekazywane są na badania nad urazami rdzenia kręgowego oraz budowanie społecznej świadomości tego problemu. Poruszający serca i wyobraźnię jest fakt, że to wydarzenie odbywa się równocześnie w kilkudziesięciu lokalizacjach na świecie. Uczestnicy w tym samym momencie startują i starają się pobiec jak najdalej, aż do momentu, kiedy zostaną „złapani przez metę”. W ubiegłym roku do biegu rozgrywanego jednocześnie w 12 strefach czasowych, zarejestrowało się 130 732 osoby reprezentujące 203 narodowości. Wśród nich byli ci, którzy regularnie biorą udział w masowych imprezach biegowych, jak i tacy, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym sportem. Każdy biegnie własnym tempem, samemu decydując czy pokona „dychę”, „półmaraton”, „ultramaraton”. A może nieco ponad kilometr, jak było w przypadku 16-letniego Adama, który powracał do sił po walce z chorobą. O ponowny triumf w Polsce zawalczy Tomasz Walerowicz, który w nagrodę za ubiegłoroczne krajowe zwycięstwo (pokonał 71,12 km) mógł wybrać dowolną lokalizację na świecie, gdzie pobiegnie 7 maja 2017 r. Wybrał Poznań. „Zgodnie z obietnicą o tym, gdzie wystartuję w tym roku w Wings for Life World Run zdecydował mój syn Bartek. Początkowo chciał wybrać Japonię, ale w tym roku jest to nie możliwe. Zresztą nawet dobrze, że tak wyszło, bo byłoby to nie lada wyzwaniem dla naszej rodzinki. 24 stycznia urodziła się moja córeczka Zosia i Bartek jako super starszy brat stwierdził, że jest ona za mała, aby latać, więc jak nie ma Japonii to zostajemy w Polsce”. – zdradza Walerowicz, zwycięzca 3. edycji Światowego Biegu Wings for Life, który w imprezie wystartuje już 3. raz. Do udziału zachęca też, mieszkająca w Poznaniu, Agnieszka Janasiak. Agnieszka uciekała przed metą 39,94 km i w kategorii kobiet wygrała ubiegłoroczną, polską odsłonę biegu. Chociaż ma za sobą kontuzję, deklaruje ambitny cel – ponowne zwycięstwo, tym razem w Australii. Dzięki Pumie – partnerowi biegu; dla tych, którzy zdecydują się na start w stolicy Wielkopolski, czeka nie tylko niezapomniana przygoda, ale także wysokiej jakości koszulka techniczna. Zapisy trwają na stronie organizatora TUTAJ . Nie warto jednak zwlekać z rejestracją, gdyż założony jest limit uczestników. Opłata startowa 120 zł przeznaczana jest w całości na badania nad urazami rdzenia kręgowego. Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: NIE-tradycyjne pieczywo Współcześni herosi – poznajcie Herkulesa naszych c... Kortyzol na chorobowym Odmieniec wśród witamin

Już za 3 miesiące Wings For Life World Run

Współcześni herosi – poznajcie Herkulesa naszych czasów

  Jeśli obecnie ktoś musiałby stawić czoła 12 pracom Herkulesa, to do zadania ludzkość powinna wytypować właśnie jego. David Goggins to bezwątpienia postać nietuzinkowa, zwykły amator o niezwykle silnej woli i możliwościach. Poznajcie niezwykłą historię amerykańskiego żołnierza US Navy SEALs. Mitologiczny Herkules miał nadludzką siłę i zdolności, Goggins te zdolności wypracował w niewyobrażalny wręcz dla człowieka sposób. Jego katorżniczą pracę można by porównać z Syzyfem, z tą różnicą, że przynosiła ona efekty. Kalifornijczyk zapragnął zostać żołnierzem sił specjalnych, jednak w przeszłości zajmował się grą w futbol, dźwigał również ciężary, lecz jego sylwetka nie przypominała sportowca. Ważył niemal 130 kilogramów! (280 funtów). Kiedy chciał przystąpić do szkolenia oraz ostatecznego testu o nazwie „Hell Week”, rekrutujący żołnierz stwierdził, że z taką sylwetką nie ma najmniejszych szans, aby podołać wyzwaniu. Goggins rozpoczął trening pochodzący rodem ze spartańskich koszarów. Po niecałych 3 miesiącach ważył 85 kilogramów! Przystąpił do „Hell Week”, gdzie rekruci są podtapiani w zimnej wodzie, praktycznie nie śpią przez tydzień, nieustannie ćwiczą, biegają w pełnym rynsztunku do utraty przytomności, – kto nie zrezygnuje, przetrwa wszystko. Goggins zaliczył test i został SEALsem. Podczas misji w Afganistanie w 2005 roku, w katastrofie śmigłowca wojskowego zginęło 6 jego kolegów. Wówczas David założył fundację o nazwie Special Operations Warrior Foundation i rozpoczął swoją przygodę z bieganiem, chcąc zbierać pieniądze na rzecz rodzin poległych weteranów wojennych oraz ich dzieci. Wielu zastanawiało się, dlaczego wybrał właśnie bieganie. „Wpisałem w Internecie hasło – 10 najtrudniejszych rzeczy, których może dokonać człowiek i wyskoczył mi ultramaraton Badwater odbywający się w najgorętszym miejscu na Ziemi, Dolinie Śmierci”. Dystans 217 kilometrów w ponad 50 stopniowym upale, start 86 m.p.p.m z metą na wysokości 2500 m.n.p.m – to przepis na najcięższy wyścig na świecie. Goggins postanowił, że ukończy ten bieg, lecz nigdy nie przebył nawet maratonu. Zapisał się na bieg 100 milowy (160 km), aby wypełnić kwalifikację. Podczas biegu nabawił się kilku zmęczeniowych złamań stopy, bowiem jego układ ruchu nie był przyzwyczajony do tego typu wysiłku. „Gdy do mety pozostało mi około 30 mil, podczas oddawania moczu po nogach ciekła mi krew. Moja żona, pielęgniarka, powiedziała, że to niewydolność nerek, że powinniśmy pojechać do szpitala. Wtedy zacząłem iść z prędkością 35 minut na milę… Spytałem, czy takie tempo pozwoli mi na zmieszczenie się w limicie 24 godzin, żona odpowiedziała, że nie. Zrobiłem, więc to, co musiałem zrobić – zacząłem biec. Ukończyłem ten wyścig poniżej 19 godzin” – relacjonuje Goggins. Dzięki temu dokonaniu wypełnił on minimum i wystartował w ultramaratonie Badwater w roku 2006 zajmując w nim piąte miejsce. W tym samym roku podjął się kolejnego heroicznego wysiłku. Wystartował triathlonowych mistrzostwach świata Ultraman, które są rozgrywane na dystansie 515 km! Pierwszego dnia zawodnicy pokonują 10-kilometrowy odcinek pływacki na otwartym akwenie, potem wsiadają na rower i jadą przez 145 km. Następnego dnia czeka ich dalsza część rowerowa wynosząca aż 276 km. Zwieńczeniem rywalizacji jest bieg na dystansie dwukrotnie dłuższym niż maraton. Suma czasów decyduje o końcowym zwycięstwie – mimo potwornego zmęczenia po Badwater, Goggins zdobył srebrny medal. Rok później znów pojechał do Doliny Śmierci i  zameldował się na mecie, jako trzeci! Później startował jeszcze w morderczym górskim ultramaratonie Leadville 100 oraz mistrzostwach USA w biegu 48-godzinnym – w czasie 39 godzin przebiegł 328 km. Mijały lata, a Goggins zaliczał kolejne biegi typu UTMB w Alpach czy Western States. Wyznaczał sobie kolejne cele. W 2009 roku przygotowywał się do ultra wyścigu kolarskiego przez całe Stany Zjednoczone, lecz po jednym z treningów poczuł się bardzo źle i okazało się, że musi przejść operację zamknięcia ubytku przegrody międzyprzedsionkowej serca. Nie poddał się. Nie zaprzestał swojej działalności. Po okresie rehabilitacji wymyślił sobie kolejne wyzwanie, do którego podchodził trzykrotnie. Chciał poprawić rekord świata w podciąganiu na drążku przez dobę! Za pierwszym podejściem zerwał sobie biceps, za drugim do takiego stopnia popękały mu dłonie, że nie mógł chwycić drążka. Próba pobicia rekordu udała się za trzecim podejściem. Goggins podciągnął się 4030 razy w ciągu 17 godzin! Co daje średnią niemal 4 podciągnięć na minutę! Przez lata oprócz katorżniczych treningów Goggins wciąż służył w SEALs, gdzie szkolił innych żołnierzy. Jego życiem zainteresował się amerykański miliarder Jesse Itzler, właściciel klubu NBA, Atlanta Hawks. Itzler chciał poznać jak naprawdę żyje Goggins. Mieszkał w jego rodzinnym domu przez miesiąc i opisał wszystko w książce: „Żyć z Nevy SEALsem, 31 dni treningu z najtwardszym człowiekiem na naszej planecie”. Reżim naszego bohatera jest wręcz niewyobrażalny. Jego rozkład dnia wydaje się mieć, co najmniej 30 godzin. Różne źródła podają, że żołnierz wstaje między 3 a 4 rano i biega przez 10 do 15 mil, potem jedzie na rowerze 25 mil do pracy w jednostce. Po 6-8 godzinach pracy i 3-5 milowej przebieżce podczas przerwy na lunch znów wsiada na rower i wraca 25 mil do domu. Jeśli czuje się dobrze robi jeszcze 5 milową przebieżkę wieczorną i wspólnie z żoną ćwiczy na siłowni. Jego tygodniowy kilometraż to do 160 do 240 kilometrów biegu, plus 3-4 sesje na siłowni i około 500 km jazdy rowerem! Goggins sypia około 4 godzin na dobę. Itzler opisuje, że dla Davida łatwy dzień, to wczorajszy dzień. Codziennie stawia sobie poprzeczkę wyżej, aby nigdy nie było przyjemnie. Uznaje, że jeśli twój umysł uznaje, że nie masz już naprawdę siły, twoje ciało jest wyczerpane dopiero w 40% i tylko od Ciebie zależy, czy wyciśniesz z niego jeszcze więcej. Obecnie tytułowy heros przebywa już na wojskowej emeryturze, lecz nie zaprzestał swojej działalności. Wciąż startuje w różnych zawodach, prowadzi także spotkania i szkolenia motywacyjne oraz oddaje się działalności charytatywnej pozyskując środki dla fundacji. Przy tym wszystkim, czego dokonał i wciąż dokonuje otwarcie deklaruje, że nie lubi biegać, nie sprawia mu to żadnej przyjemności, zmusza się do treningu wytrzymałościowego każdego dnia… Obsesja na punkcie pokonywania własnych granic i barier jest w jego przypadku silniejsza niż uczucie niechęci. Jego sportową dewiza brzmi: „Nie zatrzymuje się w momencie, kiedy jestem zmęczony, zatrzymuje się wtedy, kiedy skończyłem”. Może warto mieć do gdzieś z tyłu głowy, kiedy próbujemy przebić maratońską ścianę? Na przykładzie Gogginsa można śmiało stwierdzić, że nie każdy rodzi się wyjątkowy, ale każdy może się nim stać dzięki ciężkiej pracy!  

Współcześni herosi – poznajcie Herkulesa naszych czasów

Informacje

VivoFit Jr. HR kontra Matka & Córka

  Matka – instruktorka lekkoatletyki, fanka Garmina 235, aktywna biegaczka w trakcie przygotowań do maratonu. Długie dystanse wciąga nosem i stara się zrobić to jak najszybciej. Córka – mała biegaczka na dystansach przedszkolnych, stała bywalczyni zajęć Sportgeneracja, miłośniczka treningu funkcjonalnego. Na liczniku 5,5 roku. Biega odkąd stanęła na nogi. VivoFit Jr. HR – Anioł Stróż dziecięcej aktywności. Mały chochlik, który skontroluje czy było poćwiczone, czy zęby dobrze wyszczotkowane i pies wyprowadzony. Ready! Steady! Go! TESTUJEMY!!! 1.Zadbaj o aktualne oprogramowanie. Aby wszystko działało jak trzeba, sparować zegarek ze smartfonem lub tabletem. Należy też mieć konto na Garmin Connect. Zarówno tablet jak i konto Connect posiadam to powinno iść gładko. A tu…. psikus. Okazało się, że nasz tablet i smartfon nie mogły obsłużyć apki dla juniora. Zadbajcie o to zawczasu, by nie mieć kłopotu. Zwróćcie uwagę czy macie zrobione wszystkie aktualizacje. To szczegół, nie zajmuje dużo czasu, ale zlekceważony może być frustrujący. Po ściągnięciu apki, instalacja, proces parowania i ogólna obsługa bez problemu i zarzutów. Wszystko z sukcesem za pierwszym podejściem. 2. Moje, moje, tylko moje. Opaska ma opcję personalizacji. Można wpisać imię dziecka, wybrać własną ikonkę widoczną na ekranie. Te opcje bardzo spodobały się małej B. Dostała zegarek, który wyświetlał jej imię i pięknego motylka, którego sama wybrała. Dało jej to poczucie wyjątkowości, to ona mogła decydować co pokazuje jej zegarek. B: “Fajnie, że tu jest napisane Basia. Wszyscy będą wiedzieć, że to mój zegarek i nikomu się nie pomyli.” 3. Intuicja dziecka. Jako idealny tester, jak tylko uruchomiłam zegarek i go sparowałam, zabrałam się za szczegółowe studiowanie instrukcji obsługi. W tym czasie mała B. już buszowała w świecie swojej mini elektroniki. Po kilku minutach, pełna entuzjazmu tłumaczę B. co robi jej zegarek. Słuchała troszkę zniecierpliwiona, klikając wciąż w jedyny guzik zegarka. Nagle przerwała mi stanowczo: “Mówisz już 40 sekund. Zmierzyłam Ci. Jak potrzymasz ten czarny guzik dłużej to możesz myć zęby przez 2 minuty, albo możesz sobie mierzyć czas tak jak klepsydrą.” Nieco mnie ta sytuacja zaskoczyła, gdyż tych funkcji ja jeszcze nie zdążyłam wyczytać. Opaska okazuje się bardzo intuicyjna dla młodego człowieka. Ikonki są na tyle wymowne, nie wymagają opisów, a tym samym umiejętności czytania. 4. Monitoring aktywności. Garmin zaprojektował opaskę w taki sposób, aby zachęcić dziecko do spędzania minimum jednej godziny w skali doby na aktywności fizycznej. Musimy jednak wziąć pod uwagę, że opaska działa na zasadzie krokomierza, więc monitoruje ruch. Jeśli dziecko jest na treningu dość statycznym, aktywność niekoniecznie musi być zostać odnotowana. Zadbajcie w takiej sytuacji, by zamiast przejażdżki autem, zaliczyć spacer. W innym przypadku zostajecie w tym samym miejscu na szlaku przygody. (o szlaku będzie dalej) Zaletą opaski jest wodoszczelność, do 50 m. Spokojnie można używać jej w kąpieli lub na basenie. To bardzo wygodne szczególnie dla dzieci, które się z opaską nie rozstają. 5. Rodzinna rywalizacja. Spodobał mi się ten pomysł. Lubimy rywalizować. W domu imitujemy wyścigi na to kto pierwszy się ubierze, kto pierwszy wykona konkretne zadanie, a że są one zróżnicowane to rywalizacja potrafi być emocjonująca, a wynik ciężko przewidzieć. To jedna z form spędzania naszego czasu razem. W aplikacji polega na tym, że rodzice mogą połączyć swoje zegarki/opaski z aplikacją junior i rywalizować z dzieciakami na ilość kroków w ciągu doby. Ten system fajnie może zadziałać w rodzinach gdzie rodzice się nie ruszają. Wtedy ta zabawa może dodatkowo napędzać rodziców do aktywności. Konkretnie u nas, rywalizacja okazała się troszkę kłopotliwa. W sytuacji gdy matka jest na treningu objętościowym pod maraton, dziecko nie ma szans. Moja B się burzyła: “To nie fair, Ty dużo biegasz, bo jesteś dorosła. Zawsze ze mną wygrywasz. Dzieci nie dają rady tyle biegać. Nawet nasz pies nie daje.” W ostateczności, dla zachowania równowagi ustaliłyśmy, że na swoje bieganie zabieram Garmina i Garminka, a potem już każdy nabija sobie 🙂 Z naszej perspektywy interesującym rozwiązaniem mogłaby być funkcja w stylu rywalizacja od – do, z możliwością wyboru przedziału czasowego. Wtedy każdy może wybrać rywalizację ciągłą, na kilka dni lub kilka godzin, albo na konkretną porę w ciągu dnia np. 30 minutowy spacer. Na konkretny, indywidualnie określony czas. 6. Lista zadań. W naszej rodzinie zbieramy plusy…. za zasługi 🙂 Każdy ma swoje obowiązki, których wykonanie skutkuje otrzymaniem plusa na liście zadań. Po uzupełnieniu tabelki czeka wcześniej ustalona nagroda. Vivo, dzięki opcji ustalania zadań i przyznawania za nie punktów zastąpiła nam papierową tabelkę. Po zakończonym dniu, robimy “rachunek sumienia” i rozliczamy się z punktów. Jest wygodnie, nikt nikt się nie myli, a ilość punktów mamy pod kontrolą. Ta opcja sprawdziła się u nas rewelacyjnie i jak dla mnie jest strzałem w 10! B: “Teraz możesz mi stawiać plusy jak nie masz kartki i nic nam się nie zapomni.” 7. Szlak przygody. W teorii super pomysł, w praktyce… mam kilka uwag. Założenie jest takie, że jesteś eksploratorem i za każdy dzień z zaliczoną godzinną aktywnością idziesz o jeden krok do przodu na wyznaczonym szlaku przygody. Po drodze czekają na Ciebie, właściwie to Twoje dziecko, ciekawostki, które mają naprowadzić Cię na zwierzaka, którego dodasz do swojej kolekcji, jak pokonasz odpowiednią ilość punktów na szlaku przygód. Początkowo bardzo się to spodobało B. Na początku idzie szybko… ciekawostka i kolejny krok to zwierzak do kolekcji. Ale z dnia na dzień ciekawostek jest coraz więcej i na zwierzaka czeka się coraz dłużej. Tak jak w grze, ale w przypadku Vivo mamy możliwość przeskoczenia tylko jednego oczka na dobę. To słusznie, bo dziecko nie może być aktywne 24 godziny na dobę, jesteśmy ograniczeni limitem 1 godzinnej aktywności. Jeśli maluch wykona 2 godziny aktywności jednego dnia to dalej jest w tym samym miejscu. Niestety moje dziecko troszkę irytował fakt długiego oczekiwania na kolejny etap. Aby to oczekiwanie urozmaicić oglądałyśmy dokładnie szlak przygody i wyszukiwałyśmy ukrytych w liściach owadów, mięczaków i innych drobiazgów. Jest ich po drodze całkiem sporo. Na początku je liczyłyśmy potem, dzieliłyśmy na grupy, a kiedy pomysły na matematyczne zabawy się kończyły to próbowałyśmy szukać ich w sieci i uczyć się ich nazw, czytać o tym jak i gdzie żyją. To samo robiłyśmy z roślinami, których jest jeszcze więcej. 8. Amortyzacja. Wrócę jeszcze do spraw

VivoFit Jr. HR kontra Matka & Córka

Garmin® fēnix® 5

Garmin® fēnix® 5 – multisportowe zegarki GPS  dla sportowców i poszukiwaczy przygód Firma Garmin wprowadza do swojej oferty multisportowych, outdoorowych zegarków GPS nowe modele z serii fēnix: fēnix 5S, 5 i 5X. Modele te różnią się między sobą głównie wzornictwem, a przede wszystkim rozmiarem. Najmniejszy i najlżejszy jest fēnix 5S. Stworzony został dla osób o drobnych nadgarstkach, ma kopertę o średnicy 42 mm. Kompaktowy fēnix 5 wyposażono w kopertę 47 mm, natomiast model fēnix 5X w kopertę 51 mm, to tyle samo co fēnix 3. Dodatkowo fēnix 5X posiada fabrycznie wgrane, routowalne mapy. Wszystkie modele fēnix 5 wyposażono w pojemniejszą baterię, całodobowe monitorowanie aktywności1, technologię nadgarstkowego pomiaru tętna Garmin Elevate™. Połączyć je można ze smartfonem, korzystać z szeregu funkcji online i odbierać inteligentne powiadomienia2. Dzięki nowemu, zatrzaskowemu systemowi QuickFit™, użytkownicy mogą łatwo zmieniać paski zegarków – od stylowych, metalowych bransolet, przez eleganckie skórzane paski, aż do sportowych, silikonowych. Wymiana nie wymaga użycia żadnych narzędzi. W nowej kolekcji fēnix 5 każdy sportowiec odnajdzie swój styl. „Dzięki latom doświadczeń w świecie zegarków sportowych wiemy, że sportowcy i podróżnicy nie są identyczni. Mają różne potrzeby, jeśli chodzi o funkcjonalność, ale też wielkość i wagę urządzeń wearable.” – mówi Jakub Szałamacha, Marketing Manager, Garmin Polska – „Po raz pierwszy Garmin oferuje różne wielkości w ramach jednej linii produktowej. Dzięki temu nie trzeba wybierać między zegarkiem, który ma właściwe funkcje, a zegarkiem, który pasuje na nadgarstek.” fēnix 5S – lekki i smukły Najmniejszy z nowej serii, fēnix 5S, charakteryzuje się lekkim, estetycznym designem. Mierząca 42 mm średnicy koperta zapewnia wygodę na drobnych nadgarstkach, bez ograniczania treningowych i multisportowych możliwości urządzenia. Stylowy i funkcjonalny fēnix 5S dostępny jest w trzech kolorach – srebrnym, szampańskim i czarnym, z szerokim wyborem pasków QuickFit. Dostępnych jest wiele dodatkowych, wymiennych pasków dla wszystkich modeli fēnix 5 (sprzedawane osobno). Dzięki temu z łatwością można dopasować styl zegarka do potrzeby chwili – niezależnie, czy wybierasz się na trening, czy na biznesowe spotkanie. fēnix 5 – kompaktowy Zegarek fēnix 5 wyposażony został w 47 mm kopertę o nowym, sportowym wyglądzie. Wszystkie zegarki fēnix 5 posiadają nowy zestaw funkcji treningowych, łatwo dostępnych poprzez nowy widget postępów. Dla ambitnych sportowców uprawiających wiele dyscyplin przygotowano zestaw Performer, wyposażony w pas do pomiaru tętna HRM-Tri, który pozwala monitorować zaawansowane parametry dynamiki biegu oraz tętno podczas pływania. fēnix 5X – z wbudowanymi mapami Wyposażony fabrycznie w routowalne mapy topograficzne Europy, fēnix 5X zamknięty został w ultrawytrzymałej, mierzącej 51 mm stalowej obudowie. Każdy z zegarków fēnix 5 posiada wykonaną ze stali nierdzewnej, wytrzymałą ramkę EXO™, tylną część obudowy z kutej stali oraz wodoszczelność do 100 metrów3. fēnix 5X oferuje pełen zestaw funkcji treningowych i multisportowych, a także innowacyjne funkcje związane z mapą i nawigacją. Zaawansowane funkcje treningowe i monitorowanie dziennej aktywności Wszystkie nowe modele fēnix 5 posiadają fabrycznie wgrane funkcje dla wielu dyscyplin sportu – biegania, kolarstwa, pływania, narciarstwa i wielu innych. Oprócz szerokiego wyboru profili sportowych pozwalają całodobowo śledzić aktywność, mogą zatem służyć zarówno jako codzienny zegarek, jak i solidne narzędzie treningowe. Wbudowane narzędzia nawigacyjne obejmują wysokościomierz barometryczny, trzyosiowy kompas i żyroskop. Wszystkie modele fēnix 5 obsługują Strava™ Live Segments. Nowy widget postępów sprawia, że najważniejsze statystyki treningowe są łatwo dostępne na ekranie zegarka. Nowe funkcje treningowe obejmują Status treningu, Obciążenie treningowe oraz Training Effect 2.0, czyli poziom intensywności ćwiczeń. Nowy, w pełni zintegrowany, nadgarstkowy czujnik tętna Garmin Elevate dostarcza całodobowo informacje o tętnie, bez potrzeby zakładania paska na klatkę piersiową. Funkcjonalność smartwatcha Oprócz funkcji treningowych, fēnix 5, 5S and 5X posiadają także rozbudowane funkcjonalności smartwatcha. Po sparowaniu ze zgodnym smartfonem, można odczytywać inteligentne powiadomienia o połączeniach, wiadomościach e-mail czy smsach na ekranie zegarka. Wszystkie modele fēnix 5 są kompatybilne z Connect IQ, można zatem personalizować zegarek za pomocą dodatkowych aplikacji, widgetów, pól danych i tarcz. Linia fēnix 5 jest także kompatybilna z aplikacją Garmin Face-It, na tarczy zegarka ustawić można swoje ulubione zdjęcie z telefonu. Zegarki fēnix 5, 5S oraz 5X będą dostępne pod koniec pierwszego kwartału 2017. Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: VivoFit Jr. HR kontra Matka & Córka Vivoactive HR – strażnik codziennej aktywności Śmierdząca odzież sportowca – jak sobie radzić ... Test butów Kalenji KIPRACE TRAIL 3

Garmin® fēnix® 5

Vivoactive HR – strażnik codziennej aktywności

Rynek zaskakuje nas coraz to nowymi urządzeniami, które za cel główny stawiają sobie motywację ludzi – stworzeń leniwych do aktywności fizycznej. Dietetycy alarmują, że nadwaga atakuje z każdej strony i mają na to niezbite dowody w postaci badań, które krzyczą do nas: Polaku weź się do roboty, bo będziesz grubasem! Niestety bardzo często nie przekona nas dietetyk, nie przekonają nas badania, nie przekona nas trener, ale może przekonać nas mały gadżet na ręce. Mały, dyskretny, elegancki… Zawsze jest z nami, zawsze przyłapuje nas na grzeszkach i bije na alarm, kiedy mamy ochotę grzeszyć dalej. Ten mały, ale bardzo konsekwentny strażnik to Vivoactive HR wyprodukowany przez markę Garmin. Jest bardzo sprytnym urządzeniem, które za cel główny stawia sobie monitorowanie i kontrolę aktywności fizycznej. Ma jednak też mnóstwo innych, mniej sportowych funkcji, które zachęcają do noszenia go na ręce w każdym momencie dnia. Dzięki temu podgląda nas na bieżąco, przez 24 godziny na dobę i potrafi powiedzieć o nas dużo więcej, niż sami wiemy na swój temat. Czasem ta wiedza może nas zaskoczyć, czasem może uświadomić pewne fakty, a czasem zwyczajnie zawstydzić. Vivoactive HR jest elegancki. Przypomina modny zegarek w sportowym stylu. Ma antystatyczny ekran. Jest delikatniejszy w swym designie i zdecydowanie mniejszy niż zegarki treningowe, ale mimo to nie odstaje od nich zbytnio funkcjami, jeśli oczywiście patrzymy na sport rekreacyjnie. Jedną z jego podstawowych funkcji jest pomiar tętna. Ogromnym bonusem tego modelu jest czujnik tętna wbudowany w zegarek. Dzięki temu pomiar ściągany jest bezpośrednio z nadgarstka. Nie potrzebujemy ubierać się w specjalne pasy na korpus, których wygoda jest dyskusyjna. Wystarczy mieć zegarek na ręce i mamy pełną kontrolę tętna na bieżąco. To bardzo wygodne podczas snu. Jeśli mamy ochotę monitorować jakość snu, obserwować jak wygląda nasz ruch, kiedy śpimy, jak przebiegają jego wszystkie fazy wystarczy położyć się spać z zegarkiem na nadgarstku i rano przeanalizować wyniki. Poza standardem takim jak liczenie spalonych kalorii, ilość przebytych kroków, tempo i czas aktywności zegarek ma również funkcję typowo sportowe dla takich dyscyplin jak min. Bieganie, jazda na rowerze, pływanie czy golf. W golfa co prawda nie grywam, więc tej funkcji nie testowałam. Przyłożyłam się jednak do biegania, chodzenia i pływania. Testując funkcję biegania, w celach porównawczych, korzystałam jednocześnie z Garmina 235 dedykowanego biegaczom. GPS obu zegarków pokazał takie same wartości, jeśli chodzi o przebyty dystans, spaliłam porównywalną liczbę kalorii. Inna wartość wyszła w przypadku kroków. Według Vivo zrobiłam ich dużo więcej niż wg Garmina 235 – różnice zauważyłam tylko podczas treningu. Vivoactive HR świetnie sprawdzi się przy bieganiu rekreacyjnym, jeśli jednak chcemy ustawić za jego pomocą skomplikowany, złożony trening, to może sobie z nim nie poradzić. Ogromną zaletą tego małego strażnika jest jego „umiejętność pływania”. Urządzenie świetnie sprawdza się w wodzie. Jest wygodne, czytelne, dobrze pracuje pod wodą. Ma jednak pewną wadę. Jeśli dobrze zrozumiałam ma tylko 2 ustawienia długości basenu: 25 i 50 m. Początkowo miałam ustawioną długość 50 m, a mój basen ma 25m. Wyniki były bardzo …hmmm… optymistyczne. Pływałam na poziomie olimpijskim. Kiedy odkryłam, że jeszcze istnieje dystans 25 m to już nie było tak optymistycznie. Jeśli komuś zależy na prawidłowym pomiarze to warto zwrócić uwagę na ten parametr. Kłopotliwe było też dokonanie pomiaru w małym basenie. Chciałam sprawdzić, ile metrów przepływam podczas zabawy z dzieckiem na basenie dziecięcym. Basen ma długość około 10 m. Pływamy zazwyczaj od prawej do lewej i  z powrotem, czasem po owalu. Pomiar wyszedł nam… dziwny. Wniosek… urządzenie daje rzeczywisty pomiar podczas pływania na odcinkach 25 lub 50 m, w innych sytuacjach wariuje. Tak jak pisałam wcześniej, Vivo ma szereg funkcji, które ja zaliczyłabym do sekcji „Inne”, ale wygodne i przydatne. Vivoactive HR automatycznie łączy się z platformą Garmin Connect. Wystarczy jednorazowo sparować swój telefon, konto Garmin Connect i zegarek. Dzięki tej opcji wszystkie pomiary wysyłane są automatycznie do aplikacji i w każdej chwili możesz przejrzeć je na swoim smartfonie w bardzo przystępnej, przejrzystej i wygodnej formie. Platforma Garmin Connect daje ogromne możliwości. Oprócz szerokiej gamy ustawień indywidualnych tworzy także wirtualną społeczność aktywnych osób. Możliwość podglądania aktywności znajomych, wirtualnych przyjaciół, udziału w rywalizacjach daje dodatkową motywację. Kolejnym fajnym dodatkiem jest możliwość odczytywania powiadomień np. z mediów społecznościowych. Na tarczy urządzenia widzimy treści z Facebooka bez potrzeby wyciągania telefonu. Na co warto zwrócić uwagę jeszcze? Przy pierwszym użyciu pamiętaj o personalizacji urządzenia, ustaw indywidualne parametry takie jak wzrost, waga, płeć i wiek, bo tylko wtedy pomiary będą rzetelne. Sparuj swój telefon z zegarkiem. Sama często miewam problemy z parowaniem urządzeń, więc jeśli Ci się nie uda za pierwszym razem, nie denerwuj się tylko zrób to po raz kolejny, uwierz mi … kiedyś się uda 🙂 Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego parowanie nie wychodzi mi zazwyczaj za pierwszym razem, mimo że korzystam z różnych modeli Garmina. Poznaj platformę Garmin Connect i korzystaj z dodatków, które przygotował dla Ciebie Garmin. Znajdziesz tam szeroki wybór dodatków, które dadzą Ci dodatkową frajdę. Żyj aktywnie! Autor: Ilona Brusiło – trenerka akcji BiegamBoLubię Warszawa Link do strony producenta: https://buy.garmin.com/pl-PL/PL/prod538374.html Może zainteresuje Ciebie jeszcze to: VivoFit Jr. HR kontra Matka & Córka Garmin® fēnix® 5 Śmierdząca odzież sportowca – jak sobie radzić ... Test butów Kalenji KIPRACE TRAIL 3

Vivoactive HR – strażnik codziennej aktywności

PolecamyBoLubimy

Zapisz się do naszego newslettera aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami.
Zapisz się
Top