Aktualności

Dbaj o skórę biegaczu !

Po długich biegach na świeżym powietrzu, moja skóra zawsze cierpi. W upale, mrozie, ostrym wietrze, czy też przy dużej wilgoci, narażona jest działanie niesprzyjających warunków  atmosferycznych. Kiedy wracam do domu, czuję jej suchość, pieczenie twarzy, widzę zaczerwienienia i białe plamy soli. Bardzo nie lubię tego momentu. Zapewne większość z Was ma  dokładnie te same doświadczenia.   Sport to zdrowie. Każde dziecko o tym wie, jednakże nie każde wie, że podczas wysiłku fizycznego w skórze zachodzą zmiany, które w konsekwencji mogą doprowadzić do znacznego pogorszenia się jej stanu.  Są to między innymi zaburzenia równowagi PH, gromadzenie substancji będących wynikiem nasilonych przemian biochemicznych – sodu, chloru, kwas moczowego, kwasu mlekowego, utrata wody, odziaływanie promieni UV. Brak stosownej reakcji w postaci zabezpieczania ciała odpowiednimi kosmetykami, może nie wyjść wcale na zdrowie. Przebarwienia, podrażnienia odwodnienie i piecznie to najbardziej nieprzyjemne zmiany. Wielu z biegaczy (a mężczyźni zapewne w zdecydowanej większości) kompletnie nie zwracają uwagi na ten aspekt.  Smarujemy się kremem dopiero jak „wali śniegiem i wiatrem”, lub jak dobrze chwyci mróz. Zwykły krem natłuszczający przed treningiem i nic więcej. Mój ogląd na te kwestie zmienił się jednak niedawno, po otrzymaniu do testów kremów dla sportowców marki BeBrave. Oczywiście podszedłem do tematu kosmetyków, jak zapewne każdy facet by uczynił – z dużym dystansem i lekceważeniem. Chcąc nie chcąc, aby wypowiedzieć się w tej kwestii, nie jako ekspert od kremów ale jako biegacz, musiałem zacząć regularnie je stosować. Przebadałem na sobie dwa produkty. Pierwszy przed treningiem – krem BeBrave ochronny w trudnych warunkach pogodowych, drugi po treningu nawilżający i wygładzający lekki krem dla mężczyzn.   Testy rozpocząłem w październiku, a wiec w okresie kiedy polska złota jesień przeplatana jest wiatrem, deszczem a w górach przymrozkami. Muszę przyznać, iż już podczas pierwszego treningu zauważyłem zdecydowanie lepszą reakcję skóry. Przede wszystkim krem BeBrave, jako zabezpieczenie przed wysuszeniem i podrażnieniem, w porównaniu do mojego dotychczasowego – działa. Nawet po dwóch godzinach biegu nie czułem dyskomfortu, zwykle lekkie swędzenie zaczyna pojawiać się już po 30 minutach treningu. Odniosłem wrażenie, iż pot i sól, zdecydowanie mniej przylepia się do twarzy, a to zmniejsza częstość jej wycierania i równoczesnego podrażniania. Stosując po treningu drugi z kosmetyków, również odnoszę wrażenie, że skóra inaczej się zachowuje. Jest nieco „gładsza, bardziej miękka, i sprężysta”. Zdecydowanie stwierdzam, że czerwoność wynikająca z podrażnień, znika zdecydowanie szybciej. Konsystencja jest przyjemna a zapach jak najbardziej akceptowalny – raczej neutralny i mało intensywny. Opakowania mają bardzo wygodny aplikator oraz odpowiednią wielkość. Nie zajmują wiele miejsca w kosmetyczce, więc zabranie ich ze sobą na biegowe wyjazdy jest bardzo łatwe. Można mieć pewność, że nic nie wycieknie, czy też nie wypłynie. Na półce w łazience, wyróżnia się wśród innych kosmetyków swoim designem, stwarzając wrażenie produktu dla profesjonalistów. Producent na swojej stronie rekomenduje cztery kroki dbania o skórę. 1. oczyszczanie i tonizacja, 2. pielęgnacja (nawilżenie, odżywianie, wygładzanie), 3. ochrona UV, 4. rywalizacja (zdrowie i regeneracja). Daleki jestem od natychmiastowego wprowadzenia tego całego procesu do codziennego rozkładu dnia – w końcu jestem twardym zawodnikiem uganiającym się po lasach i górach za kilometrażem i wyzwaniem, a nie modelem z wybiegu nakładającym na siebie kremy i maseczki. Nie mniej jednak BeBrave przekonuje mnie do siebie, a w szczególności do szerszej idei –  stosowania specjalistycznych kremów/produktów kosmetycznych przed i po treningu. Bartosz Konopka – miłośnik biegów górskich, ultramaratończyk, autor biegowego kanału na You Tube – Zwiedzanie Przez Bieganie https://www.youtube.com/user/bongos0000

Dbaj o skórę biegaczu !

Tysiące Mikołajów już wkrótce w 5 miastach w Polsce. 
Rusza V edycja Biegu Mikołajów!

10 kilometrów trasy oraz tysiące biegaczy w czerwonych czapkach, którzy mają jeden, wyjątkowy cel – pomoc potrzebującym. Nie jest to zapowiedź kolejnego zgrupowania Mikołajów przed roznoszeniem prezentów, tylko V – jubileuszowa edycja Biegu Mikołajów, która w sobotę, 2 Grudnia wystartuje w pięciu polskich miastach – Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu oraz dwóch nowych lokalizacjach – Krakowie i Gdyni. Po raz kolejny dorośli oraz ich pociechy będą mogli zamienić się w pomocnego brodacza i poprzez bieganie wspomogą wybrane fundacje. Głównym celem Biegu Mikołajów jest pomoc poprzez aktywność fizyczną. Każdy przebiegnięty kilometr to kolejna złotówka na cele charytatywne, które różnią się w zależności od miasta. Piąta edycja poznańskiego Biegu odbędzie się na znanym już stałym uczestnikom terenie okalającym jezioro Malta, podczas którego dorośli zawodnicy będą mieli do przebiegnięcia trasę o długości 10.8km, której przebiegane kilometry wspomogą Fundację im. Anny Wierskiej „Dar Szpiku” oraz Drużynę Szpiku. To grupa wolontariuszy działających bezinteresownie, z potrzeby serca na rzecz osób chorych na nowotwory krwi w szczególności na białaczki. Gotowość niesienia pomocy to nadrzędny cel  Drużyny. Dla jednych będzie to oddanie szpiku, mówienie, na czym polega przeszczep dla innych bieganie maratonów w koszulkach, czy organizowanie zbiórek krwi, spotkań w szkołach. By każdy mógł się poczuć Mikołajem nie tylko w sercu, ale i na ciele, uczestnikom biegu zostaną rozdane czapki samego św. Mikołaja, a w ramach dodatkowej osłody każdy otrzyma świąteczny worek pełen tajemniczych niespodzianek. Niezwykła, magiczna atmosfera towarzysząca wydarzeniu zostanie zagwarantowana dzięki oddaniu do dyspozycji uczestników torów biegowych w całości, a ich wolne przestrzenie zostaną zagospodarowane mnóstwem atrakcji dla każdego. Uśmiechu doda również pamiątkowy medal, który czeka na każdego biegacza. Największy, mikołajowy festiwal biegowy w Polsce przygotował w tym roku mnóstwo nowych atrakcji dla tysięcy mikołajów. Jedną z nich jest konkurs na najlepsze przebranie biegowe, organizowany wspólnie z marką Nordic – fińskiego producenta owsianki oraz ciastek owsianych, który ufundował wyjątkową nagrodę dla zwycięzcy. Jest nią pobyt dla całej rodziny w Rovaniemi – stolicy Świętego Mikołaja! Jednak najważniejszą zmianą, która objęła wszystkie miasta w tej edycji, jest Mikołajowy Festiwal Biegowy Dzieci i Młodzieży pn. „Dzieci biegają dla dzieci”, który podczas V edycji odbędzie się we wszystkich pięciu miastach Biegu Mikołajów z jeszcze większymi atrakcjami. Do festiwalu zapisane mogą zostać dzieci w czterech klasyfikacjach biegowych – od Biegu Maluszków, w którym dzieci do 7 lat będą miały do przebiegnięcia 100 metrową trasę, po 2.5 kilometrowy bieg dla młodzieży w wieku od 13 do 16 lat. Organizatorzy zapewniają również szereg atrakcji pozabiegowych dla najmłodszych, aby ich rodzice również mogli wspomóc cel wydarzenia poprzez udział w Biegu Mikołajów. W związku z brakiem dofinansowania biegu w tym roku, koszt pakietu startowego dla najmłodszych, na który składa się: medal, czapka mikołaja, numer startowy oraz posiłek wynosi 15zł. „Gdy organizowaliśmy pierwszą edycję Biegu Mikołajowego w Warszawie, nie spodziewaliśmy się, że w ciągu pięciu lat bieg stanie się największą, mikołajową imprezą biegową w Polsce, która odbywać się będzie w aż 5 lokalizacjach. Nie chcemy jednak poprzestawać na tym. Rokrocznie pozyskujemy nowych partnerów, którzy wspierają naszą inicjatywę. W tym roku oficjalnym partnerem Biegu Mikołajów został Raiffeisen Polbank. Chcemy pomagać i chcemy budować świadomość oraz promowanie pomocy poprzez sport u wszystkich – od najmłodszych po naszych najstarszych biegaczy. Moment, w którym na podium stają dwunastoletni uczestnicy oraz Pan Mikołaj, który w zeszłym roku skończył 81 lat jest czymś co chcemy oglądać każdego roku.” – powiedział Marcin Glądała, prezes fundacji Góry Przenosić – głównego organizatora Biegu Mikołajów. Aby wziąć udział w tegorocznej edycji Biegu Mikołajów, wystarczy zarejestrować się na stronie biegu. https://www.facebook.com/biegmikolajoworg/ http://biegmikolajow.org/

Tysiące Mikołajów już wkrótce w 5 miastach w Polsce. 
Rusza V edycja Biegu Mikołajów!

BiegamBoLubię Wydminy ma już 6 lat!

Wydminy od kilku lat noszą miano najbardziej rozbieganej wsi w Polsce i mają ku temu wyraźne powody. Od momentu zagoszczenia w Wydminach ogólnopolskiej akcji Biegam Bo Lubię przez lokalny stadion przewinęło się około 150 osób. Mazurska miejscowość doczekała się dwunastu maratończyków. Pozostałe osoby przynajmniej raz wystartowały w biegach na dystansach od 5 do 21km. W roku 2012 Biegam Bo Lubię Wydminy zostało najliczniejszą drużyną w litewskim półmaratonie w Druskiennikach ( 45 osób!). Dwa lata później ten sam tytuł biegacze z Wydmin wywalczyli w Trokach. W roku 2014 reprezentanci Wydmin dostąpili biegowego zaszczytu startując we Włoszech w biegu na szczyt Monte Cassino. Do tego wszystkiego dziesiątki wspólnych wyjazdów na imprezy w północno-wschodniej Polsce. Jednym z głównych motorów napędowych rozbieganej wsi jest sołtys Wydmin Leszek Pałdyna, który na pierwszych zajęciach z trudem przebiegł  . . . 500m. Dziś waży 20kg mniej, ma na koncie dwa maratony oraz kilkadziesiąt startów w półmaratonach. Za organizację treningów na wydmińskim stadionie odpowiedzialne jest biegające małżeństwo, Beata i Bartek Osior.  Oprócz wielu udanych, niejednokrotnie wygranych startów w kraju i zagranicą mają na swoim koncie jeden wyjątkowy wyczyn. Dokładnie rok temu, w piątą rocznicę akcji Biegam Bo Lubię w Wydminach Beata i Bartek Osior ukończyli zawody Ironman na malezyjskiej wyspie Langkawi. Dla niewtajemniczonych Ironman to 3,8km pływania, 180km jazdy na rowerze i 42km biegu. Pokonanie tego dystansu zajęło Beacie 15 godzin i 15 minut. Bartek z malezyjskim Ironmanem rozprawił się w 10 godzin i 57 minut. Wydminy bieganiem stoją. Co do tego nikt na Warmii i Mazurach nie ma wątpliwości. Sami biegacze wspólnie z trenerami zapowiadają, że jeszcze nie raz będzie głośno o ich małej, mazurskiej i bardzo rozbieganej ojczyźnie. Zdjecie: V Szczycieński Bieg Niepodległości 05.11.2017

BiegamBoLubię Wydminy ma już 6 lat!

Informacje

„Cebulka” – recepta na zimowy ubiór biegacza

Najzimniejsza pora roku zbliża się wielkimi krokami. Ciągle jest ciemno, mokro, zimno a będzie tylko gorzej. Jeżeli marzymy jednak o wiosennych startach należy stawić czoła zimie i wychodzić na treningi. Jak się do tego przygotować w zależności od warunków i temperatury? Najgorsze są początki okresu zimowego. Wilgoć i przenikliwy chłód a na termometrze kilka stopni powyżej zera. Taka temperatura w lutym byłaby darem niebios, jednak obecnie wydaje nam się nie do zniesienia. Bardzo często ubieramy się, zatem zbyt ciepło i już po 2 kilometrach zaczynamy się nadmiernie pocić. Jak zatem optymalnie dobrać swój strój? Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że podczas biegu temperatura naszego ciała rośnie. Jeżeli wyjdziemy ubrani tak samo jak na spacer do piekarni – ugotujemy się. Wyobraźcie sobie, że w rzeczywistości podczas biegu jest o 10 stopni cieplej. Czy przy 15 stopniach w maju wyszlibyście na dwór w koszulce, bluzie, kurtce, grubej czapce i rękawiczkach? Raczej nie. Zatem, jeżeli na dworze jest 5 stopni, ubierzcie się tak, jakby było 15. Dwie warstwy, czyli bluzka z długim rękawem oraz ortalion/wiatrówka chroniąca przed deszczem i wiatrem w zupełności wystarczą, jeśli chodzi o górę. Na dole – wystarczą długie lycry bez ocieplaczy. Na głowę cieniutka czapka, lub buff. Ważnym elementem, na który pragnę uczulić są skarpetki – często widzę biegaczy zamaskowanych, poubieranych jak na Syberię, ale biegających w stopkach z odkrytymi Achillesami, które są bardzo podatne na urazy, bowiem ścięgno w zimnie traci swą elastyczność. Żegnamy się, zatem z krótkimi skarpetkami aż do ciepłej wiosny. Gdy zrobi się zimno Niewielki mróz od 0 do -5 oznacza już nieco cieplejsze rzeczy. Warto wyposażyć się w zestaw bielizny termicznej, bowiem zwykłe slipy oraz podkoszulek nie odprowadzają tak dobrze wilgoci gromadzonej pod większą liczbą warstw naszego „cebulkowego” ubioru. Na pierwszą warstwę idzie, zatem bielizna, później koszulka z długim rękawem, bluza i ortalion, jeżeli pada śnieg. Jeśli posiadamy biegową kurtkę wówczas możemy zrezygnować z bluzy i ortalionu na rzecz cienkiej kurtki. Na dole pod bielizną powinny zawitać już ocieplane lycry. Do tego cienka czapka chroniąca uszy, buff i rękawiczki. Kiedy jest poniżej zera twarz należy zabezpieczyć kremem. ZOBACZ TUTAJ: DBAJ O SKÓRĘ BIEGACZU! Duży mróz Kiedy słupek rtęci powędruje w okolice wartości dwucyfrowej – należy się już solidnie zabezpieczyć. Cebulka stanie się już dorodną cebulą. Najpierw bielizna, potem długa koszulka, bluza i cienka kurtka – to na górę. Na dół powinniśmy założyć cienkie długie lycry i na to spodnie dresowe. Obowiązkowe akcesoria to – grubsza czapka, buff lub kominiarka, aby chronić twarz i szyję (pęd powietrza + wiatr i można nabawić się odmrożeń), do tego krem zabezpieczający na twarz oraz rękawiczki. Najwięcej ciepła ucieka przez głowę i dłonie, – dlatego dbajcie szczególnie o te elementy. O skarpetach nie będę nawet wspominać! Poniżej -15 stopni Jeśli nie jesteś wyczynowym sportowcem i naprawdę nie musisz wychodzić na takie zimno – wybierz się na trening zastępczy na bieżni mechanicznej lub zastosuj bardzo ciekawy trening na schodach wewnątrz znacznie cieplejszej klatki schodowej. Oczywiście, że da się wówczas biegać, jednak efektywność takiego treningu niezwykle spada a rośnie ryzyko infekcji dróg oddechowych. Po pierwsze – mięśnie tracą elastyczność i nogi przypominają dwa drewniane kołki. Wzmożony oddech podczas wysiłku jest nieunikniony, a wdychanie powietrza o temperaturze -20 stopni jest już doznaniem ekstremalnym o ile nie mieszkacie w Skandynawii czy za Uralem. Oprócz rozsądnego ubioru – biegając zimą należy pamiętać o światełkach oraz odblaskach! Jest szaro, ciemno i kierowcy samochodów naprawdę was nie widzą. Pamiętajcie, zatem o bezpieczeństwie na biegowej trasie. Autor: Maciej Żukiewicz – trener bbl Ożarów Mazowiecki

„Cebulka” – recepta na zimowy ubiór biegacza

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

Inny niż wszystkie, dziwny, zabawny, trochę śmieszny – takie myśli mieliśmy, kiedy pierwszy raz zetknęliśmy się z tym butem. Nie pozostawało nic innego jak założyć je na nogi i ruszyć na testowe kilometry. Co z tego wyszło? Na początek trochę suchych faktów a potem subiektywnych odczuć. Trzeba przyznać, że Altra to ciekawa alternatywa na polskim rynku biegowym. Pochodząca z Utah w USA firma połączyła dwie filozofie – minimalistyczną i maksymalistyczną. Z jednej strony w Torin 3.0 znajdziecie mnóstwo amortyzacji, miękkości pod stopą na twardym bruku, z drugiej strony… zerowy drop. But wygląda masywnie – kawał słoniny pod stopą a waga średniej wielkości męskiego buta to 249 gramów, kobiecego niecałe 200 gramów. Lżejsze potrafią być tylko startówki lub kolce – to naprawdę solidny wynik. Są niezwykle szerokie, człowiek ma wrażenie, że projektowano je dla kaczuszki. Mamy znacznie więcej miejsca na palce niż w jakichkolwiek innym obuwiu. Zamiast schodzić, się do czubków, te buty rozchodzą się na boki dając możliwość rozszerzenia placów w bucie i grzebnięcia nimi. To właśnie charakteryzuję tę firmę – szerokość buta. Jeżeli w nich zaczną Was uwierać palce i schodzić paznokcie to czekają was już chyba wyłącznie klapki… Czas na wrażenia po krótszych, dłuższych, asfaltowych i leśnych przebieżkach. Ola Niwińska – wicemistrzyni świata w biegu 24-godzinnym, fizjoterapeutka, trenerka akcji BBL: do tej pory zawsze potrzebowałam przynajmniej miesiąca, aby „wyklepać” buty i nie odczuwać żadnej bolesności. Z uwagi na to, że jedną stopę mam bardziej pronującą a drugą bardziej neutralną, dolegliwości były związane z tym, że but nieco wżynał się w łuk stopy, która jest bardziej koślawa. Tutaj po raz pierwszy tego problemu nie było. W bucie jest dużo miejsca i stopa może pozostać taką jaką jest. Są bardzo miękkie i lekkie. Kiedy pierwszy raz je założyłam, miałam wrażenie, że lecę na pięty, byłam bowiem przyzwyczajona do większego dropu. W większości butów pianki i systemów jest zdecydowanie więcej w okolicach pięty, dlatego na początku było dziwnie stanąć w nich na nogach. Podczas biegu tego wrażenia już nie ma, bardzo miękkie śródstopie sprawia, że przyjemnie się na nim ląduje. But przez swoją budowę wymusza niejako aktywniejszą pracę stopą, nie będziemy w nim tak ochoczo i ciężko lądować na pięcie, tylko zaczniemy bardziej naturalnie przepychać się szybciej w stronę palców. Gdy się biegnie, jest bardzo stabilnie, bowiem tak szeroka podeszwa sprawia, że niemal niemożliwym byłoby stawianie stopy na zewnętrzną część lub na wewnętrzną. To taka biegowa płetwa o pierzastej wadze.  Jedyny mankament tych butów to zbyt krótkie sznurówki, jeśli ktoś nie wiąże butów mocno i ich nie ściągnie, to ledwie ich starcza. Maciej Żukiewicz – polubiłem się z tymi butami, choć trzeba przyznać, że mam doświadczenie, bowiem przez wiele lat biegałem w kolcach lekkoatletycznych, które mają nawet wyżej palce niż piętę i zamiast pianki mają plastik (sprinterskie). Tutaj luksus w postaci bardzo grubej pianki sprawił, że stosunkowo dynamiczny but sprawdziłby się bez problemu w asfaltowym ultra. Mam mocno supinującą stopę – w niemal każdych butach lądowałem na jej zewnętrznej części i zawsze biegałem we wkładkach, jednak dzięki szerokości Torin 3.0 stopa ląduje bardziej naturalnie. Informacja jest potwierdzona, po obserwacjach biegających za moimi plecami. Biega się przyjemnie zarówno na prędkościach 6:00 min/km jak i poniżej 4:00 min/km, jednak nie jest to but dla leniwych. Nie oddaje tak mocno energii z pięty, po prostu trzeba się efektywnie odbijać. Na początku z pewnością jest to wadą, jednak gdy wejdzie nam to w nawyk a te buty to wymuszą, zaczniemy „biegać bardziej”, lepiej wykorzystywać stopę podczas biegu. Co za tym idzie będziemy mniej męczyć mięśnie ud. Ekonomika przemieszania się powinna na tym znacznie zyskać. Na przodostopiu jest tyle miejsce, że spokojnie, zmieściłby się tam jeszcze  jeden palec. Dodatkowo przód buta jest wzmocniony, przekonałem się o tym uderzając czubem o korzeń na szlaku w Kampinoskim Parku Narodowym i zabezpieczenie zdało egzamin. Przewiewności buta w tych warunkach sprawdzić nie sposób, trzeba by było poczekać przynajmniej do maja. W tych warunkach spisuje się bardzo dobrze. Podsumowując Torin to ukłon w stronę naturalnego, ładnego biegu, bez mnóstwa systemów i stabilizacji przy tym daje poczucie, że w miejskiej dżungli biegnie się jak po perskim dywanie. Nie wszyscy się w nim odnajdą, jednak osoby, które oczekują więcej swobody, którym puchną stopy, których coś do tej pory uwierało, gniotło lub nie znaleźli czegoś z bardzo dużą amortyzacją a jednocześnie nie tracącego zbytnio z dynamiki – powinny tego buta spróbować.  Buty do kupienia w sklepie TriCentre   

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

Recenzje i testy produktów są zazwyczaj poprzedzone kilkoma dniami użytkowania. Trudno o w miarę obiektywną opinię, jeśli sprawdza się coś „na szybko”. Postanowiliśmy, zatem zabrać kosmetyki na prawdziwy poligon doświadczalny, w warunki, w których zapewne nie sprawdzał ich sam producent. Co z tego wyszło? Setki kilometrów biegania, tysiące metrów przewyższenia, dziesiątki stopni amplitudy temperatur, góry, doliny, słońce, wiatry, woda – można by rzec, że taka praca. Wspólnie z wicemistrzynią świata w biegu 24-godzinnym Aleksandrą Niwińską najpierw wybraliśmy się na wysokogórski obóz w Tatrach. Pierwszy tydzień sierpnia okazał się upalny, na odsłoniętych szczytach mocno operowało słońce. Zrobiliśmy łącznie około 140 kilometrów, na każdej wycieczce korzystaliśmy z kremu z filtrem 30 od BeBrave. Warstwa ochronna utrzymywała się bardzo długo, mimo chłodzenia i polewania się wodą. Nie było żadnych oparzeń, jedynie zdrowa, brązowa opalenizna. Zazwyczaj nie stosuje żadnych kremów do twarzy i trenując latem skóra często się złuszcza. Postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie wystarczy maznąć się po policzkach i nastąpi jakaś znacząca zmiana. O dziwo nastąpiła, choć podchodziłem bardzo sceptycznie. Ola używała do tej pory zwykłych kremów, nieskierowanych do biegaczy. Po bieganiu stosowała krem nawilżający, regenerujący i rozświetlający a nieregularnie także koncentrat wygładzająco-nawilżający. Przez setki godzin spędzonych na dworze i tysiące wybieganych kilometrów oraz hektolitry potu, często miewała krostki, które praktycznie zniknęły. Po cięższych treningach stosowaliśmy także żel chłodząco-regenerujący, który wmasowywaliśmy w zmęczone mięśnie nóg. Lekki chłód przypominał nieco działanie tajskiej maści – przyjemne odprężenie. Codzienne treningi i Tatry to jednak było zbyt mało, aby wystawić przekonującą, pozytywną opinię, bowiem jest z pewnością wiele kosmetyków w podobnym przedziale cenowym, które spisałyby się podobnie w takich warunkach. Dlatego postanowiliśmy zabrać produkty na nasz ekstremalny wyjazd na Dziki Zachód. Przez 2 tygodnie biegaliśmy po amerykańskich Parkach Narodowych w niewyobrażalnych wręcz upałach a także na dużych wysokościach. Słońce było wszechobecne a dni niezwykle długie i ciężkie. Rano wyjeżdżaliśmy z motelu do kolejnego parku, tam kilkugodzinna marszobiegowa wycieczka w pełnym słońcu oraz późno popołudniowa obiadokolacja, prysznic i sen. I tak 14 razy. 40-45 stopniowy upał stał się już normalnością, przy 26-28 stopniach chodziliśmy w bluzie. Trudno to sobie wyobrazić, jeśli nie przeżyje się tego na własnej skórze, ale nasza skóra naprawdę to przeżyła. Pył, piach, kurz, czerwona ziemia, rozgrzany do piekielnej temperatury asfalt, śnieg i kamienie – było wszystko po prostu. Stosowaliśmy filtr UV 50-tkę. Był jak średniowieczna zbroja – chronił skutecznie, żadnych podrażnień, żadnych poparzeń, żadnej wysypki. Kremy pielęgnacyjne sprawiły, że po naszych twarzach nie było widać, przez jakie piekło przeszliśmy. Ostateczną próbą, dla BeBrave była Dolina Śmierci. To tam testuje się prototypy aut przed dopuszczeniem do sprzedaży. Jeżdżą foliowane po najgorętszym miejscu na ziemi w górę i w dół. Jeśli wytrzymają to ekstremum to nie zawiodą użytkowników, bo niby gdzie może być gorzej? Dolina Śmierci to najbardziej niegościnne miejsce świata – w powietrzu unosi się niepokój, życie umiera. Żar jest bezlitosny. Postanowiliśmy wybrać się na przebieżkę po rozgrzanym do 70 stopni asfalcie. Wystartowaliśmy w najniżej położonym miejscu -86 m.p.p.m. i jednocześnie najgorętszym. Ponad 56 stopni w cieniu – to najwyższa temperatura, jaką tam zanotowano. My pod koniec sierpnia mieliśmy 52,2 stopnia (0,8 do rekordu wszech czasów w sierpniu), było potwornie. 8-kilometrowy bieg bez nieustannego wsparcia auta za to z nieustająco towarzyszącym lękiem przed utratą przytomności. W tak silnym słońcu i przy tak wysuszającym wietrze spierzchły mi wyłącznie wargi, bowiem ich nie posmarowałem – reszta przetrwała w świetnej kondycji. Po takich przejściach i po tak ekstremalnych testach, możemy oboje jasno stwierdzić, że jakość produktów znacznie przewyższa ich cenę. Żeby wystawić szóstkę, musiałyby same biegać, ale 5+ zdecydowanie możemy tym kosmetykom wystawić. Zobaczymy czy zimowy krem na niskie temperatury oraz wilgoć będzie równie skuteczny, ale jeśli jego, jakość jest podobna do kremów i filtrów to chyba czas na obóz na Syberii. Autor: Aleksandra Niwińska i Maciej Żukiewicz – trenerzy bbl Ożarów Mazowiecki Więcej o marce BeBrave znajdziecie TUTAJ

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

PolecamyBoLubimy

Zapisz się do naszego newslettera aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami.
Zapisz się
Top