Aktualności

Alfabet biegacza – ł jak… łuk i łokieć

Zastanawiacie się, co wspólnego z bieganiem mogą mieć te dwa słowa? Łuk kojarzy się bardziej z bronią oraz ze słynną paryską budowlą, zaś łokieć może być miarą, od której przydomek zyskał nawet polski król. My skupimy jednak na innych, bardziej biegowych znaczeniach tych słów. Jako biegacze amatorzy często trenujemy na stadionie. Szybkie treningi, interwały, czy zajęcia BiegamBoLubię to okazje do zaznajomienia się i wykorzystania bieżni lekkoatletycznej w swoich zmaganiach. Oprócz prostych na stadionie są także łuki, których prawidłowe pokonywanie przy większych prędkościach poprawi wasze czasy a przede wszystkim uchroni was przed kontuzjami. Na zawodach odbywających się na bieżni biegacze starają się pokonywać je jak najbliżej linii, lub krawężnika przy pierwszym torze, aby nie nadrabiać zbędnych metrów. Dodatkowo, kiedy np. robicie przebieżki po wirażu warto przechylić się minimalnie do wewnętrznej części bieżni oraz obszernie pracować zewnętrznym ramieniem, aby kompensować wyrzucającą siłę odśrodkową. Takie wskazówki przydają się zwłaszcza podczas treningu interwałowego. Legendarny Janusz Kusociński, wykorzystywał łuki w swoich ćwiczeniach na bieżni. Pokonywał je niezwykle szybko, aby wypoczywać w truchcie na prostych, i tak systematycznie dochodził do swojej olimpijskiej formy. Pozostało nam jeszcze drugie zagadnienie z naszego alfabetu – łokieć. Obserwując biegaczy amatorów w codziennej pracy można śmiało stwierdzić, że jednym z najpowszechniejszych błędów wśród początkujących jest nieprawidłowa praca w stawie łokciowym. Przy wielu ćwiczeniach typu marsze, skipy, przebieżki amatorzy prostują łokieć, kiedy ramię wędruje do tyłu. Wyobraźmy sobie, że działa ono na zasadzie wahadła – przód i tył. Łokieć powinien być ugięty, ramię z przedramieniem powinno tworzyć kąt 90 stopni a praca powinna być wykonywana wyłącznie w stawie barkowym. Obszerna praca ramion, nie oznacza wyprostu łokcia jak podczas marszu krokiem defiladowym w czasie wojskowych parad. Taki ruch wytraca energię, nie jest ekonomiczny podczas biegania oraz ćwiczeń lekkoatletycznych. Obszerniejsza praca ramion oznacza mocniejszą pracę w stawie barkowym, bardziej intensywne ruchy, w większym zakresie. Absolutnie nie prostujemy łokcia i nie wyrzucamy przedramienia daleko w tył za ciało. Łokcie są także trzymane blisko tułowia, tak jakbyśmy pod pachami chcieli utrzymać cienkie książki a nie np. arbuzy. Autor: Maciej Żukiewicz – trener bbl Ożarów Mazowiecki

Alfabet biegacza – ł jak… łuk i łokieć

Ruszają zapisy na 3. PKO Bydgoski Festiwal Biegowy

Już 10 stycznia 2018 o godzinie 18:00 ruszają zapisy na największą imprezę biegową w Bydgoszczy – 3. PKO Bydgoski Festiwal Biegowy. Wydarzenie odbędzie się 27 maja 2018, a komplet informacji o Festiwalu znajduje się na stronie www.PKOBFB.pl Zapraszamy do zapisów na największą imprezę biegową w Bydgoszczy – mówi Sebastian Chmara z komitetu organizacyjnego wydarzenia. PKO Bydgoski Festiwal Biegowy to przede wszystkim sportowe święto, do uczestnictwa w którym zapraszam wszystkich biegaczy: amatorów i wyczynowców, a także rodziny razem z dziećmi. Warto zapisać się jak najszybciej, ponieważ na pierwszych zawodników czekają pakiety w obniżonej cenie: Bieg na 10 kilometrów: * Pierwsze 50 osób z potwierdzoną płatnością 29 zł! * Kolejne 300 osób: 39 zł Półmaraton: * Pierwsze 50 osób z potwierdzoną płatnością 39 zł! * Kolejne 300 osób: 59 zł O PKO Bydgoskim Festiwalu Biegowym W ramach 3. PKO Bydgoskiego Festiwalu Biegowego odbędą się: Rywalizacja biegowa na dystansach 10 km oraz półmaratonu Konkurencje biegowe na krótszych dystansach Biegi dla dzieci i młodzieży oraz animacje sportowe Zawody rolkarskie   Podczas PKO Bydgoskiego Festiwalu Biegowego mają miejsce również imprezy towarzyszące w tym FoodTruck Festiwal – najsmaczniejszy festiwal w Polsce! Centrum Festiwalu, Start i Meta zlokalizowane są na terenie Stadionu Zawisza w Bydgoszczy. PKO Bydgoski Festiwal Biegowy uzyskał tytuł „Biegowe Wydarzenie Roku 2015/2016” na Gali w Krynicy-Zdroju, pokonując 123 imprezy biegowe z całego kraju. PKO Bydgoski Festiwal Biegowy odbył się po raz pierwszy w maju 2016 roku i zgromadził ponad 2500 zawodników. W drugiej edycji brało udział już ponad 3000 uczestników, w tym setki dzieci i młodzieży. Festiwal posiada certyfikat Trzech Gwiazdek organizacji European Athletics w ramach europejskiego projektu – „Running for All”. Biegamy dla… Sponsorem tytularnym PKO Bydgoskiego Festiwalu Biegowego jest od jego pierwszej edycji PKO Bank Polski. Bank realizuje od 2013 r. autorski program „PKO Bank Polski Biegajmy razem” i wspiera największe imprezy biegowe w całej Polsce. Podczas wszystkich tych wydarzeń organizowane są akcje charytatywne „biegnę dla…”, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. W ubiegłym roku 819 uczestników 2. PKO Bydgoskiego Festiwalu Biegowego zaangażowało się w akcję charytatywną na rzecz 28-letniej Ewy i 59-letniej Oli. Dzięki temu kobiety otrzymały od Fundacji PKO Banku Polskiego darowiznę na leczenie. Od 2013 r. zostały przeprowadzone 322 takie akcje, w których wzięło udział ponad 124 tys. osób. Od początku istnienia programu Fundacja wsparła 354 beneficjentów kwotą ponad 4,5 mln zł. Zachęcamy do przyłączenia się do akcji „biegnę dla…” podczas 3. PKO Bydgoskiego Festiwalu Biegowego! Szczegółowe informacje dostępne są na stronie: www.PKOBFB.pl

Ruszają zapisy na 3. PKO Bydgoski Festiwal Biegowy

Święta biegacza – jak je „przeżyć”?

Choinka, prezenty, kolędy i czas spędzony wspólnie z najbliższymi. Święta każdemu kojarzą się jeszcze z jednym ważnym elementem – suto zastawionym stołem. Trzydniowe ucztowanie niekiedy kończy się nawet kilkoma dodatkowymi kilogramami. Czy biegacz może tego uniknąć?   Podejść można do tego w ten sposób:” nie popadajmy w paranoję, przecież święta są raz w roku i nic się nie stanie, nie jestem przecież zawodowcem”. Oczywiście, że tak można. Zdrowe z pewnością to nie jest, ale czy przyjemne? Oglądając bloki przedświątecznych reklam można odnieść wrażenie, że zielone, białe, czerwone i przeróżnie kolorowe tabletki wszystko za nas załatwią. Problemy z trawieniem? Łyknij sobie. Wzdęcia? Żaden problem wystarczy tabletka. Zgaga? Pastylka do ssania i po kłopocie. Dalej można jeść, pić i popuszczać pasa. Taki jest scenariusz typowy, sztampowy, oklepany. Wcale nie musi tak być. Przecież biegamy, żyjemy zdrowo, zmieniliśmy tryb życia na lepszy! Czy warto to zmieniać? Czy Boże Narodzenie nie może być zdrowe? Polska kuchnia jest raczej ciężka i tradycji nie zmienimy, można się jednak do niej dostosować w taki sposób, aby nasz organizm nie ucierpiał. Pierwsza zasada to rozgraniczenie posiłków, przerwy pomiędzy nimi. Najgorzej jest, kiedy biesiadowanie osiągnie status maratonu. Od świątecznego śniadania, przechodzimy na kawę i ciasto, a potem szykujemy się już do obiadu często zakrapianego, poprawiamy to słodkim i tak niepostrzeżenie robi się już późny wieczór, a my nie odeszliśmy od stołu. W grupie ludzie jedzą więcej, to już nie mrzonka, ale potwierdzony naukowo fakt. Jeśli przy stole zasiądzie przynajmniej 6 osób ilości spożywanego jedzenia potrafią być astronomiczne. Nie jest to wyolbrzymienie, ale w ten sposób można przyjąć nawet kilkukrotnie większą dawkę kcal przewidzianą na dany dzień. Pamiętajmy, że trenująca osoba jest bardziej wydajna i nadmiar kcal będzie magazynowany na tzw. „ciężkie czasy”. Druga zasada to ograniczenie soli. Potrawy świąteczne są słone. Sól jest dodawana do większości z nich a potem na talerzu jeszcze traktujemy je solidną dawką. Należy pamiętać, że sól zatrzymuje wodę w organizmie i jej nadmiar może spowodować, że po świętach naprawdę nie uwierzymy własnym oczom. Po kilku dniach sytuacja powinna się unormować, jednak trenowanie z uczuciem ciężkości nie należy do przyjemnych, jest także niezwykle demotywujące. Trzecia i ostatnia zasada – wykorzystaj czas wolny. W zapracowanym świecie z najwyższym trudem potrafimy wygospodarować wolną chwilę na trening. W przypadku świąt mamy go znacznie więcej. Zamiast siedzieć przy stole bez przerwy, zabierzcie rodzinę na wspólny spacer. To już ulga dla układu trawiennego, okazja na dotlenienie się i pobudzenie uśpionego w tych dniach metabolizmu. Święta to także okazja do spokojniejszego treningu – nie musimy się stresować, „trenować w biegu” pomiędzy obowiązkami. Warto wybrać się na dłuższą wycieczkę biegową w spokojnym tempie, aby spalić więcej kalorii i zrobić sobie miejsce na ucztowanie jednocześnie pamiętając o tym, że nie powinny być to intensywne jednostki. Ciężkostrawne posiłki serwowane podczas świąt nie wpłyną korzystnie na układ trawienny. Najprościej i jednocześnie najtrudniej byłoby po prostu ująć sobie z talerza, i jeść normalne porcje jak w każdym innym tygodniu w roku. Z jednej strony brak jakichkolwiek dodatkowych kilogramów, brak zgagi, uczucia ciężkości, brak czarnych scenariuszy z reklam lekarstw, z drugiej strony przejść obok tego wszystkiego obojętnie i beznamiętnie? Jeśli nie lubicie sobie odmawiać jednego, to nie rezygnujcie też z drugiego i niech to będą biegowe święta. Więcej spokojnych kilometrów oznaczać będzie więcej pierogów, karpia i barszczyku oraz mimo wszystko mniejsze liczby na wadze po skończonym ucztowaniu. Wesołych, zdrowych i przyjemnie biegowych Świąt Bożego Narodzenia od ekipy BBL! Autor: Maciej Żukiewicz – trener bbl Ożarów Mazowiecki

Święta biegacza – jak je „przeżyć”?

Informacje

Ćwicz gdziekolwiek chcesz z vívosport – inteligentnym monitorem aktywności z GPS od Garmin

W sprzedaży dostępny jest już vívosport™ – inteligentny monitor aktywności z całodobowym, nadgarstkowym pomiarem tętna Elevate™ i wbudowanym GPS-em, umożliwiający dokładne monitorowanie każdego spaceru, biegu czy przejażdżki rowerowej. Dzięki kolorowemu, dotykowemu i zawsze widocznemu ekranowi Garmin Chroma™ oraz nowym wbudowanym aplikacjom przeznaczonym do różnorodnych form aktywności fizycznej – od treningu siłowego, przez jazdę na rowerze po trening kardio – vívosport doskonale sprawdza się zarówno w trakcie ćwiczeń w zamkniętych pomieszczeniach, jak i na świeżym powietrzu. Inteligentne powiadomienia pozwalają na pozostanie w kontakcie podczas ćwiczeń, a narzędzia monitorujące poziom kondycji fizycznej i dobrego samopoczucia dostarczają wartościowych informacji, takich jak wiek sprawnościowy czy poziom stresu. Ten niezwykle smukły monitor, który można bez obaw nosić także w trakcie pływania i kąpieli, wyposażony jest w baterię zapewniającą działanie do 7 dni w trybie smartwatch i do 8 godzin w trybie GPS. Dzięki temu jest idealny dla osób żyjących w ciągłym ruchu. „Zdajemy sobie sprawę, że klienci wolą lekkie opaski do ćwiczeń, a jednocześnie nie chcą rezygnować z funkcji, które są dostępne w zegarkach typu smartwatch” – mówi Jakub Szałamacha, Marketing Manager Garmin Polska – „Wybierając vívosport, użytkownik otrzymuje kombinację najlepszych cech inteligentnego monitora aktywności i sportowego zegarka, zamkniętą w niezwykle płaskiej i smukłej obudowie”. Monitoruj kondycję i trenuj gdzie chcesz W vívosport znajdziemy przydatne narzędzia monitorujące kondycję fizyczną, jak np. pułap tlenowy i wiek sprawnościowy, które dostarczają użytkownikom wartościowych danych na temat zmian poziomu sprawności fizycznej. Zwiększona aktywność – np. żwawe spacery z psem lub trening biegowy – pozwolą z czasem poprawić te wartości. Dzięki pomiarom HRV (zmienność rytmu serca) vívosport umożliwia również monitorowanie poziomu stresu w ciągu dnia. Możliwość podglądu bieżącego poziomu stresu na nadgarstku oraz jego rozkładu w dłuższej perspektywie czasowej w aplikacji Garmin Connect™ pozwala klientom zidentyfikować schematy i rozważyć wprowadzenie zmian w stylu życia, które pozwolą uniknąć stresowych sytuacji lub lepiej sobie w nich radzić. Stoper relaksacyjnej metody oddechu Four-Fold Breath pomaga użytkownikom zniwelować stres i odpocząć. Wbudowane aplikacje, przeznaczone do spacerowania, biegu, jazdy na rowerze, treningu tlenowego i siłowego, czynią z vívosport idealny gadżet do joggingu po okolicy, intensywnego treningu interwałowego (HIIT) czy liczenia powtórzeń i serii na siłowni. Dzięki Garmin Move IQ™ vívosport automatycznie klasyfikuje różne ćwiczenia, co sprawia, że analiza treningu staje się jeszcze prostsza. Pozostań w kontakcie – w każdym miejscu, o każdej porze Nie pozwól, aby Twoi najbliżsi martwili się o Ciebie w trakcie treningu na zewnątrz. Funkcja LiveTrack4 będzie gromadzić informacje o aktywności i aktualnej lokalizacji w czasie rzeczywistym. Wybrane osoby otrzymają na adres e-mail, Facebooka lub Twittera wiadomość z linkiem do strony, na której znajdują się informacje o położeniu połączonego urządzenia vívosport. Vívosport to jedyna opaska do ćwiczeń wyposażona w funkcję LiveTrack. Bądź na bieżąco również w trakcie treningu i odbieraj alerty wibracyjne dotyczące wiadomości e-mail, SMS-ów, połączeń, przypomnień z kalendarza, powiadomień z aplikacji i mediów społecznościowych oraz wiele innych z powiązanego smartfona4. Za pomocą vívosport użytkownicy będą mogli również ustawić muzykę na smartfonie, wysłać alarm w celu zlokalizowania zgubionego telefonu, a także sterować kamerą Garmin VIRB® (sprzedawaną oddzielnie). W ciągu dnia vívosport będzie automatycznie synchronizować się z aplikacją mobilną Garmin Connect w celu zapisywania statystyk i zapewnienia łatwego dostępu do tych danych. W internetowej społeczności Garmin Connect użytkownicy mogą zobaczyć swoje treningi, ćwiczenia siłowe, poziomy stresu i cykle snu przedstawione w formie szczegółowych wykresów. Wyświetl swoje treningi na powietrzu na szczegółowej mapie, rywalizuj w cotygodniowych wyzwaniach i połącz się z innymi entuzjastami fitnessu – wszystko to z kompatybilnego smartfona lub komputera.   Vívosport, niezastąpiony towarzysz treningów w pomieszczeniach i na zewnątrz, wyposażony jest w czytelny w pełnym słońcu, niewygaszający się kolorowy ekran dotykowy Garmin Chroma oraz niezwykle cienką, sportową opaskę, dostępną w kolorach czarnym/szarym (mały/średni i duży), czarny/fuksja (tylko mały/średni) i czarny/limonkowy (tylko duży). Sugerowana cena detaliczna vívosport wynosi 199,99 USD. Więcej informacji można znaleźć na stronie Garmin.com/vivo. Dynamicznie rozwijający się segment fitness firmy Garmin opracowuje technologie wspomagające i promujące zdrowy, aktywny tryb życia. Niezależnie kim jesteś: biegaczem, kolarzem, pływakiem, triathlonistą, czy po prostu chcesz pozostawać aktywną osobą – Garmin ma w ofercie produkty, które pomogą osiągnąć sportowe i zdrowotne cele. Firma Garmin od lat jest pionierem technologii GPS, urządzeń bezprzewodowych i aplikacji przeznaczonych dla osób prowadzących aktywny tryb życia. Produkty Garmin znajdują zastosowanie w transporcie drogowym, wielu dyscyplinach sportowych, w sektorze marine, lotnictwie, aktywnościach outdoorowych i segmencie fitness.

Ćwicz gdziekolwiek chcesz z vívosport – inteligentnym monitorem aktywności z GPS od Garmin

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

Inny niż wszystkie, dziwny, zabawny, trochę śmieszny – takie myśli mieliśmy, kiedy pierwszy raz zetknęliśmy się z tym butem. Nie pozostawało nic innego jak założyć je na nogi i ruszyć na testowe kilometry. Co z tego wyszło? Na początek trochę suchych faktów a potem subiektywnych odczuć. Trzeba przyznać, że Altra to ciekawa alternatywa na polskim rynku biegowym. Pochodząca z Utah w USA firma połączyła dwie filozofie – minimalistyczną i maksymalistyczną. Z jednej strony w Torin 3.0 znajdziecie mnóstwo amortyzacji, miękkości pod stopą na twardym bruku, z drugiej strony… zerowy drop. But wygląda masywnie – kawał słoniny pod stopą a waga średniej wielkości męskiego buta to 249 gramów, kobiecego niecałe 200 gramów. Lżejsze potrafią być tylko startówki lub kolce – to naprawdę solidny wynik. Są niezwykle szerokie, człowiek ma wrażenie, że projektowano je dla kaczuszki. Mamy znacznie więcej miejsca na palce niż w jakichkolwiek innym obuwiu. Zamiast schodzić, się do czubków, te buty rozchodzą się na boki dając możliwość rozszerzenia placów w bucie i grzebnięcia nimi. To właśnie charakteryzuję tę firmę – szerokość buta. Jeżeli w nich zaczną Was uwierać palce i schodzić paznokcie to czekają was już chyba wyłącznie klapki… Czas na wrażenia po krótszych, dłuższych, asfaltowych i leśnych przebieżkach. Ola Niwińska – wicemistrzyni świata w biegu 24-godzinnym, fizjoterapeutka, trenerka akcji BBL: do tej pory zawsze potrzebowałam przynajmniej miesiąca, aby „wyklepać” buty i nie odczuwać żadnej bolesności. Z uwagi na to, że jedną stopę mam bardziej pronującą a drugą bardziej neutralną, dolegliwości były związane z tym, że but nieco wżynał się w łuk stopy, która jest bardziej koślawa. Tutaj po raz pierwszy tego problemu nie było. W bucie jest dużo miejsca i stopa może pozostać taką jaką jest. Są bardzo miękkie i lekkie. Kiedy pierwszy raz je założyłam, miałam wrażenie, że lecę na pięty, byłam bowiem przyzwyczajona do większego dropu. W większości butów pianki i systemów jest zdecydowanie więcej w okolicach pięty, dlatego na początku było dziwnie stanąć w nich na nogach. Podczas biegu tego wrażenia już nie ma, bardzo miękkie śródstopie sprawia, że przyjemnie się na nim ląduje. But przez swoją budowę wymusza niejako aktywniejszą pracę stopą, nie będziemy w nim tak ochoczo i ciężko lądować na pięcie, tylko zaczniemy bardziej naturalnie przepychać się szybciej w stronę palców. Gdy się biegnie, jest bardzo stabilnie, bowiem tak szeroka podeszwa sprawia, że niemal niemożliwym byłoby stawianie stopy na zewnętrzną część lub na wewnętrzną. To taka biegowa płetwa o pierzastej wadze.  Jedyny mankament tych butów to zbyt krótkie sznurówki, jeśli ktoś nie wiąże butów mocno i ich nie ściągnie, to ledwie ich starcza. Maciej Żukiewicz – polubiłem się z tymi butami, choć trzeba przyznać, że mam doświadczenie, bowiem przez wiele lat biegałem w kolcach lekkoatletycznych, które mają nawet wyżej palce niż piętę i zamiast pianki mają plastik (sprinterskie). Tutaj luksus w postaci bardzo grubej pianki sprawił, że stosunkowo dynamiczny but sprawdziłby się bez problemu w asfaltowym ultra. Mam mocno supinującą stopę – w niemal każdych butach lądowałem na jej zewnętrznej części i zawsze biegałem we wkładkach, jednak dzięki szerokości Torin 3.0 stopa ląduje bardziej naturalnie. Informacja jest potwierdzona, po obserwacjach biegających za moimi plecami. Biega się przyjemnie zarówno na prędkościach 6:00 min/km jak i poniżej 4:00 min/km, jednak nie jest to but dla leniwych. Nie oddaje tak mocno energii z pięty, po prostu trzeba się efektywnie odbijać. Na początku z pewnością jest to wadą, jednak gdy wejdzie nam to w nawyk a te buty to wymuszą, zaczniemy „biegać bardziej”, lepiej wykorzystywać stopę podczas biegu. Co za tym idzie będziemy mniej męczyć mięśnie ud. Ekonomika przemieszania się powinna na tym znacznie zyskać. Na przodostopiu jest tyle miejsce, że spokojnie, zmieściłby się tam jeszcze  jeden palec. Dodatkowo przód buta jest wzmocniony, przekonałem się o tym uderzając czubem o korzeń na szlaku w Kampinoskim Parku Narodowym i zabezpieczenie zdało egzamin. Przewiewności buta w tych warunkach sprawdzić nie sposób, trzeba by było poczekać przynajmniej do maja. W tych warunkach spisuje się bardzo dobrze. Podsumowując Torin to ukłon w stronę naturalnego, ładnego biegu, bez mnóstwa systemów i stabilizacji przy tym daje poczucie, że w miejskiej dżungli biegnie się jak po perskim dywanie. Nie wszyscy się w nim odnajdą, jednak osoby, które oczekują więcej swobody, którym puchną stopy, których coś do tej pory uwierało, gniotło lub nie znaleźli czegoś z bardzo dużą amortyzacją a jednocześnie nie tracącego zbytnio z dynamiki – powinny tego buta spróbować.  Buty do kupienia w sklepie TriCentre   

Test butów Altra Torin 3.0 – biegaj bardziej

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

Recenzje i testy produktów są zazwyczaj poprzedzone kilkoma dniami użytkowania. Trudno o w miarę obiektywną opinię, jeśli sprawdza się coś „na szybko”. Postanowiliśmy, zatem zabrać kosmetyki na prawdziwy poligon doświadczalny, w warunki, w których zapewne nie sprawdzał ich sam producent. Co z tego wyszło? Setki kilometrów biegania, tysiące metrów przewyższenia, dziesiątki stopni amplitudy temperatur, góry, doliny, słońce, wiatry, woda – można by rzec, że taka praca. Wspólnie z wicemistrzynią świata w biegu 24-godzinnym Aleksandrą Niwińską najpierw wybraliśmy się na wysokogórski obóz w Tatrach. Pierwszy tydzień sierpnia okazał się upalny, na odsłoniętych szczytach mocno operowało słońce. Zrobiliśmy łącznie około 140 kilometrów, na każdej wycieczce korzystaliśmy z kremu z filtrem 30 od BeBrave. Warstwa ochronna utrzymywała się bardzo długo, mimo chłodzenia i polewania się wodą. Nie było żadnych oparzeń, jedynie zdrowa, brązowa opalenizna. Zazwyczaj nie stosuje żadnych kremów do twarzy i trenując latem skóra często się złuszcza. Postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie wystarczy maznąć się po policzkach i nastąpi jakaś znacząca zmiana. O dziwo nastąpiła, choć podchodziłem bardzo sceptycznie. Ola używała do tej pory zwykłych kremów, nieskierowanych do biegaczy. Po bieganiu stosowała krem nawilżający, regenerujący i rozświetlający a nieregularnie także koncentrat wygładzająco-nawilżający. Przez setki godzin spędzonych na dworze i tysiące wybieganych kilometrów oraz hektolitry potu, często miewała krostki, które praktycznie zniknęły. Po cięższych treningach stosowaliśmy także żel chłodząco-regenerujący, który wmasowywaliśmy w zmęczone mięśnie nóg. Lekki chłód przypominał nieco działanie tajskiej maści – przyjemne odprężenie. Codzienne treningi i Tatry to jednak było zbyt mało, aby wystawić przekonującą, pozytywną opinię, bowiem jest z pewnością wiele kosmetyków w podobnym przedziale cenowym, które spisałyby się podobnie w takich warunkach. Dlatego postanowiliśmy zabrać produkty na nasz ekstremalny wyjazd na Dziki Zachód. Przez 2 tygodnie biegaliśmy po amerykańskich Parkach Narodowych w niewyobrażalnych wręcz upałach a także na dużych wysokościach. Słońce było wszechobecne a dni niezwykle długie i ciężkie. Rano wyjeżdżaliśmy z motelu do kolejnego parku, tam kilkugodzinna marszobiegowa wycieczka w pełnym słońcu oraz późno popołudniowa obiadokolacja, prysznic i sen. I tak 14 razy. 40-45 stopniowy upał stał się już normalnością, przy 26-28 stopniach chodziliśmy w bluzie. Trudno to sobie wyobrazić, jeśli nie przeżyje się tego na własnej skórze, ale nasza skóra naprawdę to przeżyła. Pył, piach, kurz, czerwona ziemia, rozgrzany do piekielnej temperatury asfalt, śnieg i kamienie – było wszystko po prostu. Stosowaliśmy filtr UV 50-tkę. Był jak średniowieczna zbroja – chronił skutecznie, żadnych podrażnień, żadnych poparzeń, żadnej wysypki. Kremy pielęgnacyjne sprawiły, że po naszych twarzach nie było widać, przez jakie piekło przeszliśmy. Ostateczną próbą, dla BeBrave była Dolina Śmierci. To tam testuje się prototypy aut przed dopuszczeniem do sprzedaży. Jeżdżą foliowane po najgorętszym miejscu na ziemi w górę i w dół. Jeśli wytrzymają to ekstremum to nie zawiodą użytkowników, bo niby gdzie może być gorzej? Dolina Śmierci to najbardziej niegościnne miejsce świata – w powietrzu unosi się niepokój, życie umiera. Żar jest bezlitosny. Postanowiliśmy wybrać się na przebieżkę po rozgrzanym do 70 stopni asfalcie. Wystartowaliśmy w najniżej położonym miejscu -86 m.p.p.m. i jednocześnie najgorętszym. Ponad 56 stopni w cieniu – to najwyższa temperatura, jaką tam zanotowano. My pod koniec sierpnia mieliśmy 52,2 stopnia (0,8 do rekordu wszech czasów w sierpniu), było potwornie. 8-kilometrowy bieg bez nieustannego wsparcia auta za to z nieustająco towarzyszącym lękiem przed utratą przytomności. W tak silnym słońcu i przy tak wysuszającym wietrze spierzchły mi wyłącznie wargi, bowiem ich nie posmarowałem – reszta przetrwała w świetnej kondycji. Po takich przejściach i po tak ekstremalnych testach, możemy oboje jasno stwierdzić, że jakość produktów znacznie przewyższa ich cenę. Żeby wystawić szóstkę, musiałyby same biegać, ale 5+ zdecydowanie możemy tym kosmetykom wystawić. Zobaczymy czy zimowy krem na niskie temperatury oraz wilgoć będzie równie skuteczny, ale jeśli jego, jakość jest podobna do kremów i filtrów to chyba czas na obóz na Syberii. Autor: Aleksandra Niwińska i Maciej Żukiewicz – trenerzy bbl Ożarów Mazowiecki Więcej o marce BeBrave znajdziecie TUTAJ

BeBrave – ekstremalny test kosmetyków dla biegaczy

PolecamyBoLubimy

PolecamyBoLubimy

Zapisz się do naszego newslettera aby być na bieżąco z najnowszymi informacjami.
Zapisz się
Top